Diabły z Loudun

Terminy

Diabły z Loudun

Kompozytor: Krzysztof Penderecki

Realizatorzy:

Reżyseria: Laco Adamik
Kierownictwo muzyczne: Andrzej Straszyński, Tomasz Tokarczyk
Scenografia: Barbara Kędzierska
Kostiumy: Magdalena Tesławska, Paweł Grabarczyk
Przygotowanie chóru: Marek Kluza, Zygmunt Magiera

Asystent reżysera: Bożena Walczyk-Skrzypczak
Asystent scenografa: Izabela Firek
Asystent kierownika muzycznego: Paweł Szczepański
Inspicjent: Agnieszka Sztencel
Sufler: Dorota Sawka

Obsada:

SOLIŚCI, ORKIESTRA, CHÓR i BALET OPERY KRAKOWSKIEJ

Brak informacji o datach

Pierwszy utwór operowy w twórczości kompozytora (prawykonanie - Opera w Hamburgu 1969, reż. Konrad Swinarski) nawiązuje do autentycznych wydarzeń z początku XVII w. we Francji, gdzie odbył się głośny proces księdza Urbana Grandiera, oskarżonego przez przeoryszę klasztoru urszulanek o opętanie zakonnic i konszachty z diabłem.

Diabły z Loudun to fascynująca opowieść o opętaniu, o szaleństwie fanatyzmu, o ambicjach politycznych i erotycznych namiętnościach z jednej strony, z drugiej - o woli niezależności i odmowie wejścia w system, który zniewala, o heroizmie, broniącym prawdy i najwyższych wartości człowieczeństwa. Nic dziwnego, że dzieło porywa siłą wyrazu i gorączką emocji „rozpięte między liturgicznym obrzędem, misterium, oratorium, dramatem muzycznym a współczesnym teatrem ekspresjonistycznym.” (Daniel Cichy)

Diabły z Loudun są trzecią operą kompozytora wystawioną przez krakowską scenę po Królu Ubu (1993) i Czarnej masce (1998). Premiera otworzyła scenę w nowej siedzibie Opery Krakowskiej.

Artykuły:

Treść opery

Libretto opery, opracowane przez samego Krzysztofa Pendereckiego, oparte zostało na kronikarskim opowiadaniu Aldousa Huxleya, ujętym następnie w formę scenicznego dramatu przez Johna Whitinga.

Treść opery

Akt I

Rzecz dzieje się w XVII-wiecznej Francji za panowania króla Ludwika XIII, przy którym faktyczne rządy krajem sprawował wszechwładny kardynał de Richelieu. Ponure zaś i tragiczne wydarzenia, o jakich opowiada dramat Johna Whitinga, który z kolei posłużył Krzysztofowi Pendereckiemu za kanwę libretta jego opery, nasuwały aż nadto wyraźne skojarzenia z rzeczywistością rządzonych totalitarnie krajów Europy Środkowej w 60-tych latach ub. stulecia. Wtedy to nietolerancja, okrucieństwo i zbrodnicze poniżenie ludzkiej godności w imię narzuconego z zewnątrz systemu, były tu wręcz na porządku dziennym. Oto więc od razu w pierwszym akcie opery poznajemy matkę Joannę, przeoryszę klasztoru urszulanek z Loudun, której chorą, egzaltowaną wyobraźnię rozpaliło namiętne a grzeszne uczucie do urodziwego i znanego z libertyńskiego trybu życia księdza Urbana Grandier. Widziała go raz tylko i to z daleka - on nie widział jej nigdy; nie przeszkadza to jej jednak skarżyć się przybyłemu do klasztoru sędziwemu ojcu Mignon, iż nocami nawiedza ją demon przybierający postać... właśnie księdza Grandier. Bystra inteligencja, wszechstronna wiedza i światowe maniery tego duchownego od dawna są solą w oku ciemnych i ograniczonych miejscowych notabli - lekarza Mannoury’ego i aptekarza Adama, którzy radzi byliby oskarżyć go o konszachty ze złymi siłami, jak też o grzeszne związki z urodziwą wdówką Ninon i młodą penitentką Philippe - gdyby tylko znalazły się mocniejsze dowody. Równocześnie ksiądz Grandier naraża się możnym ówczesnego świata, stając odważnie (choć twierdzi, że jest człowiekiem pokoju) po stronie gubernatora Loudun d'Armagnaca sprzeciwiającego się zburzeniu murów miejskich, nakazanemu przez kardynała Richelieu, który nie chce, aby ufortyfikowane prowincjonalne grody stały się schronieniem dla protestantów i miejscami ich zbrojnego oporu. Z takim bowiem właśnie nakazem przybył do Loudun królewski komisarz baron de Laubardemont, który zarazem prowadzi sekretne śledztwo w sprawie księdza Grandier. Wieści o wizjach matki Joanny i innych mniszek, do których z niedalekiego Chinon sprowadzono wytrawnego egzorcystę, ojca Barré (ten zaś zmusił jakoby do ujawnienia się demona Asmodeusza, który wyznał, że wstępując w ciała pobożnych zakonnic korzysta z pomocy kapłana imieniem Urban), jak też oskarżenia zawistnego doktora i aptekarza, są mu jak najbardziej na rękę...

Akt II

W kościele św. Piotra odbywa się przejmująca scena egzorcyzmów prowadzonych przy użyciu nader drastycznych metod. Przerywa je trzeźwo myślący sędzia, który szybko orientuje się, że rzekome wizje i całe opętanie Joanny, to jedynie owoc nienawiści, zrodzonej z wybujałych pragnień niespełnionej miłości. Teraz oświadcza on, że sam gruntownie zbada sprawę zgodnie z obowiązkami, jakie nakłada nań jego urząd. Dalszych egzorcyzmów zakazuje także arcybiskup, w oparciu o świadectwo swojego nadwornego lekarza. Mimo to, gdy Joanna wraz z towarzyszkami ponownie odgrywa scenę obłędu i przemawiania "diabelskimi głosami", de Laubardemont poleca egzorcyzmy wznowić. Równocześnie gubernator d'Armagnac, którego powiadomiono, iż przeciwny pierwotnie burzeniu miejskich murów król uległ woli kardynała Richelieu, ostrzega Grandiera, że musi co rychlej myśleć o swoim ratunku. Jednakże ksiądz Grandier, któremu niedawno Philippe zwierzyła się, iż za jego sprawą jest w poważnym stanie, oświadcza, iż ufając w boże miłosierdzie gotów jest przyjąć ciężką próbę, jaka go czeka. Kiedy zaś udaje się do kościoła, zostaje tam aresztowany przez żołnierzy Laubardemonta.

Akt III

W więziennej celi ksiądz Grandier po żarliwej modlitwie usiłuje zasnąć, przeszkadza mu jednak gwar licznego tłumu zgromadzonego przed oknami - jak się okazuje - w oczekiwaniu na egzekucję, której ludność Loudun jest pewna, chociaż proces nawet się jeszcze nie rozpoczął. Wiedziony chrześcijańskim współczuciem sędziwy ojciec Ambrose odwiedza Grandiera w celi, pragnąc go pocieszyć i modlić się z nim razem. Niebawem jednak strażnicy polecają mu odejść, co Grandier doskonale rozumie; nieposzlakowana szlachetność i uczciwość czcigodnego zakonnika mogłaby być niebezpieczna dla zamierzeń trybunału... Rozpoczyna się proces - oczywista parodia autentycznego wymiaru sprawiedliwości. W jego wyniku nieszczęsny skazaniec ma być poddany "zwyczajnym oraz nadzwyczajnym" torturom, a następnie spalony na stosie. Jednakże nawet najsroższe tortury nie są w stanie wymusić na nim przyznania się do czegoś, co - jak oświadcza - jest absolutnie nieprawdziwe. Do niedawna wytworny światowiec o libertyńskich obyczajach, okazuje on teraz zdumiewający hart ducha i wierność wierze oraz swoim przekonaniom. Ponury pochód kroczy z wolna na plac kaźni. Przed klasztorem św. Urszuli, gdzie jakoby miał dopuszczać się swych występków, ksiądz Grandier raz jeszcze oświadcza, że miejsce to jest mu całkowicie nieznane, a o przebaczenie może prosić jedynie Boga. Gdy zaś do ostatniej chwili nie chce potwierdzić stawianych mu zarzutów, a zgromadzony tłum przybiera wobec oskarżycieli wrogą postawę, wściekły ojciec Barré sam chwyta z rąk kata pochodnię i podpala stos. Męczeńska śmierć Grandiera przeradza się teraz w przedziwną apoteozę...

Józef Kański

Recenzje...

Polityka zamiast erotyki

Pierwsza premiera w nowo otwartej krakowskiej Operze była stosowna do sytuacji: tak poważne "Diabły z Loudun" nie oburzą nikogo. (…) Reżyser Laco Adamik obyczajową prowokację zapewnił widzom w pierwszej scenie, kiedy to Matce Joannie, przeoryszy zakonu urszulanek w Loudun, ukazał się nagi ksiądz Grandier. Potem nawet drastyczną scenę opętania mniszek rozegrał w taki sposób, by nie zostać posądzonym o obrażanie czyichkolwiek uczuć. Zrobił tak również dlatego, że w "Diabłach z Loudun" zrezygnował z eksponowania wątków obyczajowych i religijnych. Uznał je za operę głównie polityczną. Dominującym elementem efektownej scenografii Barbary Kędzierskiej nie są kościół i zakon, lecz mury miasta, bo to o nie toczyła się walka we Francji w 1634 r. Ludwik XIII i kardynał Richelieu postanowili je zburzyć, by pozbawić miasto zbytniej niezależności. Ksiądz Grandier znalazł się wśród przeciwnych temu zamiarowi. Dlatego musiał umrzeć. Krakowskie przedstawienie pokazuje władzę, która skutecznie potrafi eliminować przeciwników. W tym celu posługuje się kłamstwem, sfingowanym procesem i torturami. Zawsze też pomogą jej ludzie podli, którzy dostarczą bezinteresownych donosów i fałszywych oskarżeń. Znamy to dobrze z naszej XX-wiecznej historii i wciąż obserwujemy w świecie. Nic więc dziwnego, że Laco Adamik zrobił spektakl prawie współczesny. (…) Świetnie natomiast została pokazana postać księdza Grandiera. To człowiek grzeszny i łatwo ulegający pokusom, a przecież w chwili prawdziwej próby stać go na największy heroizm. Reżyserowi walnie w tym dopomógł Artur Ruciński - w jego kreacji jest szczerość i autentyczność przeżyć. Młody baryton może zapisać na swym koncie kolejną ważną rolę, podobnie zresztą jak Ewa Biegas (Matka Joanna) i Przemysław Firek (egzorcysta ojciec Barré). "Diabły z Loudun" wymagają aż 19 solistów i każdy, choćby w małym epizodzie, zaznaczył swą obecność na scenie. (…) Największym bohaterem inauguracyjnego wieczoru okazał się Krzysztof Penderecki. Nie dlatego, że po raz kolejny tego roku świętował urodziny. Po prostu skomponował bardzo dobry utwór, który jest świetnym tworzywem dla teatru, bo to nie opera, lecz najwyższej klasy dramat. W muzyce "Diabłów z Loudun" słychać, co prawda rozwiązania typowe dla czasów, w których powstała, ale po 40 latach brzmi ona wciąż świeżo.
Jacek Marczyński / Rzeczpospolita / 14 grudnia 2008

 

Operowe diabły

Pierwsza premiera w nowej operze. Premiera ambitna, bo "Diabły z Loudun" Pendereckiego, a nie któryś z XIX-wiecznych operowych hitów. (…) spektakl nie nabrał jeszcze spójności, przypomina chwilami pospiesznie sklejony zestaw scen. Na szczęście słucha się go dobrze - orkiestra pod dyrekcją Andrzeja Straszyńskiego grała tę bardzo emocjonalną muzykę wrażliwie i z zaangażowaniem. Świetna była Ewa Biegas w roli matki Joanny - nie tylko wokalnie, ale i aktorsko. Szaleństwo na scenie kusi do przesady, ale Biegas tej pokusie nie uległa; jej szalona, nieszczęśliwa mniszka była postacią groźną, ale i godną współczucia. Artur Ruciński jako ojciec Grandier, obiekt pożądania wszystkich kobiet, wokalnie był bez zarzutu, choć jakoś nie wierzyło się w jego piorunujący urok. Ot, miły, przystojny, spokojny chłopiec. Za to Przemysław Firek (ojciec Barré, inkwizytor) był przekonującym groźnym fanatykiem, tym groźniejszym, że działającym w dobrej wierze. Katarzyna Oleś-Blacha pięknie wyglądała jako uwodzicielska niewinność w falbaniastej zielonej sukni z pomarańczowym trenem; w niewielkiej roli Philippy, pragnącej (i dostającej) ojca Grandier zachwycała skupieniem, umiarem i wyczuciem dramatyzmu (…)
Joanna Targoń / Gazeta Wyborcza Kraków / 15 grudnia 2008

  

Na początek "Diabły"

Nie byłam na oficjalnym otwarciu Opery Krakowskiej. (...) Ominęły mnie wprawdzie inauguracyjne atrakcje, nie widziałam w głównych rolach Ewy Biegas i Artura Rucińskiego, ale znam klasę obojga, więc mogę sądzić, że w pełni sprostali zadaniu. Byłam za to na dwóch kolejnych spektaklach opery Krzysztofa Pendereckiego - na niedzielnym, czyli na drugiej premierze, i poniedziałkowym, szeregowym już spektaklu, oglądanym w większości przez prawdziwych miłośników sztuki operowej (...) Pierwsze dzieło operowe Krzysztofa Pendereckiego muzycznie z pewnością nie należy do najłatwiejszych. Tym niemniej muzyczna warstwa opery w idealny sposób przystaje do przebiegu dramatycznego libretta. Andrzej Straszyński, który "Diabły z Loudun" przygotował muzycznie na krakowskiej scenie i prowadził spektakle, podkreślił olbrzymią ekspresję dzieła, szczególnie w orkiestrze i chórze (świetnie przygotowanym przez Marka Kluzę), tworząc prawdziwy muzyczny dramat. Poruszała też sama inscenizacja dzieła. Laco Adamik podkreślił ponadczasowość tragedii, która przydarzyła się w XVII-wiecznym francuskim miasteczku. (...) Z reżyserią bardzo dobrze współgrała scenografia Barbary Kędzierskiej oraz kostiumy Magdaleny Kędzierskiej i Pawła Grabarczyka. Kamienna szarość rozjaśniana tylko białymi habitami mniszek i barwnymi sukniami kochanek Grandiera potęgowała uczucie dusznej atmosfery w Loudun i narastanie grozy prowadzące do bardzo dobrze zainscenizowanej sceny śmierci na stosie. (...) W oba wieczory w Matkę Joannę wcieliła się Magdalena Barylak, ojcem Urbanem Grandier był Leszek Skrla. Oboje w poniedziałek stworzyli prawdziwe kreacje bogate w psychologiczne niuanse, oboje też byli doskonali wokalnie. Złożoność kreowanych przez siebie postaci ukazali też przeciwnicy Grandiera: Przemysław Firek jako egzorcysta Ojciec Barré i Adam Zdunikowski jako baron de Laubardemont. (...) W sumie powstał spektakl niebanalny, o którym z pewnością będzie się mówić - i to dobrze - w polskim świecie muzycznym. Uważam też, mimo wysłuchanych najróżniejszych zdań na ten temat, iż dobrze wybrano dzieło na otwarcie nowego gmachu Opery Krakowskiej. (...)
Anna Woźniakowska / Dziennik Polski / 17 grudnia 2008

   

Mamy Operę!

(...) To jedyna nie wystawiana dotąd w Krakowie opera obchodzącego w 2008 roku jubileusz 75-lecia Krzysztofa Pendereckiego (...) Inscenizatorów pociąga w nim świetna dramatycznie intryga (...) podbudowana muzyką integralnie związaną ze słowem. Rola słowa w "Diabłach z Loudun" jest niebagatelna, część dialogów jest mówiona. Niepozbawione podstaw były więc opinie słyszane po spektaklach (...), że to raczej dramat niż opera. "Diabły z Loudun" to jednak czysty dramat muzyczny, a mieszanie słowa ze śpiewem ma w operze długą tradycję. (...) Realizatorzy krakowskiej premiery: reżyser Laco Adamik, scenograf Barbara Kędzierska, twórcy kostiumów Magdalena Tesławska i Paweł Grabarczyk (...) stworzyli dobry i spójny teatr. Podkreślili ponadczasowość, ba, nawet współczesność tragedii, która przydarzyła się w siedemnastowiecznym francuskim miasteczku. (...) W oglądanych przeze mnie spektaklach Leszek Skrla bardzo dobrze ukazał dojrzewanie Grandiera, jego przemianę z korzystającego z uciech życia kapłana w niezłomnego obrońcę swych przekonań, niewahającego się złożyć najwyższą ofiarę na ołtarzu prawdy. Magdalena Barylak jako Matka Joanna ogarnięta miłosnym szałem wydobyła całą złożoność tej postaci tragicznej w swym pożądaniu i samotności. Uczyniła ją godną współczucia. (...) Trzeba podkreślić, że odtwórcy poszczególnych ról (nie sposób wszystkich wymienić), budując rozmaitość ich portretów psychologicznych (...) dobrze oddali narastającą z biegiem akcji grozę prowadzącą do poruszającej sceny śmierci na stosie. To wszystko nie byłoby możliwe bez Andrzeja Straszyńskiego, kierownika muzycznego spektaklu, wytrawnego znawcy dzieła Krzysztofa Pendereckiego, oraz orkiestry i chóru Opery Krakowskiej (przygotowanie chóru Marek Kluza), które to zespoły wybornie wywiązały się ze swoich zadań, mimo iż z podobnym językiem muzycznym nie miały dotąd kontaktu. (...)
Anna Woźniakowska / Miesięcznik Społeczno - Kulturalny KRAKÓW / styczeń 2009

Robię swoje! - wywiad z Laco Adamikiem

Dlaczego akurat Diabły z Loudun dzieło Krzysztofa Pendereckiego zostało wybrane na otwarcie nowego gmachu Opery w Krakowie?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Dyrekcja Opery już dużo wcześniej myślała o tym, żeby zaprezentować podczas inauguracji jedno z dzieł Pendereckiego - światowej sławy krakowskiego kompozytora. Początkowo miał to być Król Ubu. Później zmieniliśmy zdanie. Zresztą sam Krzysztof Penderecki zasugerował, żeby to były Diabły z Loudun - jego pierwsza opera z 1969 roku.

Przygotowania do premiery idą pełną parą - spotykamy się na trzy tygodnie przed tym wydarzeniem. Czy to, że zespół wystąpi w nowych warunkach determinuje jakoś przebieg prób?

Próby są potwornie trudne. To początek sezonu. Teatr cały czas gra, więc bardzo trudno skompletować zespół. Pełnowartościowych prób nie ma tak dużo, jakbym sobie tego życzył. Do tego dochodzą nienajlepsze warunki lokalowe. Nie wszystkie pomieszczenia w nowym gmachu są oddane do użytku. Żeby próbować wynajmujemy różne przestrzenie w całym mieście.

A kiedy rozpoczną się próby na Dużej Scenie?

Mam obiecane, że co najmniej tydzień przed premierą. Zresztą wiem, że nie wszystko będzie wówczas dopięte na ostatni guzik. Ze scenografką widowiska Barbara Kędzierską, tak przygotowujemy spektakl, żeby wykorzystać wszystko co będzie już wtedy gotowe.

Czy nowa scena będzie w jakiś szczególny sposób wyposażona?

Sama scena jest oczywiście nowoczesna. Będzie mogła pochwalić się możliwościami, których nie posiadają inne teatry, między innymi sześcioma zapadniami, z czego aż trzy będą dzielone na sześć części (dzięki temu wynalazkowi można tworzyć skomplikowaną powierzchnię sceny). Z całą pewnością będzie posiadała najlepsze w Polsce sterowanie komputerowe, które umożliwi precyzyjne ustawianie i ruch zapadni czy sztankietów.

Czy spektakl Diabłów z Loudun będzie nawiązywał w jakiś sposób do Pana wcześniejszych przedstawień?

Każde dzieło, spektakl, przedstawienie operowe jest wynajdywaniem świata od początku. Za każdym razem to nowy wynalazek. Coś, czego nie było nigdy przedtem. Szukam dla swojego teatru oryginalnej formy. Kieruję się własnymi przekonaniami, tym co o sztuce myślę, moim gustem. Zresztą nie tylko moim. Teatr jest pracą zbiorową. Ostateczny kształt rodzi się podczas pracy z innymi, przede wszystkim ze scenografem. Z Barbarą Kędzierską współpracujemy dziesiątki lat. Przygotowujemy spektakl wspólnie od początku do końca, od momentu koncypowania kształtu przedstawienia, aż do momentu, kiedy gotowe dzieło zostaje po raz pierwszy pokazane publiczności, a często nawet i później.

Czy operą Diabły z Loudun przeniesie nas Pan w świat XVII-wiecznej Francji?

Spektakl jest przypomnieniem historii sprzed lat, ale nie jest to historyczny obraz czy cytat z epoki. Kształt przedstawienia jest bardzo współczesny. Nie znaczy to jednak, że na siłę eksperymentujemy. Postanowiliśmy nałożyć na siebie dwa plany: współczesny oraz historyczny. Dobrze oddają to kostiumy przygotowane przez Magdalenę Tesławską.

Który z wątków dramatu uczynił Pan najważniejszym?

Sztuka zaczyna się od wizji Joanny i tym tez się kończy - tworząc swoistą klamrę. Cała opowieść jest przefiltrowana przez świadomość Joanny. Nieprawdą jednak byłoby stwierdzenie, że jest to dramat skupiający się jedynie na aspekcie psychologicznym. Owszem wszystko zaczyna się w łóżku Joanny. Poznajemy targające nią emocje oraz namiętności. Dramat jest jednak wielowarstwowy. Znajdą w nim miejsce prosta zazdrość obywateli małej mieściny - Loudun położonej na południu od Paryża, intryga, która ukuta została w klasztorze Urszulanek, zawziętość Kościoła tropiącego diabły i demony, a nawet wątki wiodące prosto do pałacu królewskiego. To właśnie konflikt polityczny musi wybrzmieć szczególnie dobitnie. Ofiarą politycznych targów pada bowiem główny bohater Grandier - wikary parafii św. Piotra. Jego śmierć eliminuje poważnego przeciwnika politycznego dalekosiężnych planów kardynała Richelieu.

Libretto napisane jest po mistrzowsku. Krótkie, skondensowane sceny są jak scenariusz filmowy. Poszczególne obrazy przenikają się. Wiele akcji dzieje się w sposób prawie jednoczesny, symultaniczny.

Analizując dzieło postanowiłem zastosować chwyt teatru w teatrze – czyniąc chór obserwatorem, świadkiem wstrząsającego zdarzenia. Dramat rozgrywający się na scenie jest widowiskiem dla publiczności i jednocześnie dla mieszkańców miasta Loudun. Jedni i drudzy będą przyglądać się spektakularnej śmierci w płomieniach.

W jednym z wywiadów wspominał pan, że premiera opery to rodzaj festynu sztuki, misterium dającego przeżycia nieporównywalne z niczym innym. Czy fakt, że premiera Diabłów z Loudun to także historyczna chwila, na którą Kraków czekał od lat, potęguje emocje?

Nie. To oczywiście jest okoliczność emocjonująca, jednak dla samej pracy artystycznej to nie ma żadnego znaczenia. Nadal podtrzymuję, to co powiedziałem. W całej galerii sztuk to właśnie opera zajmuje miejsce wyjątkowe i potrafi dostarczyć ogromnych wzruszeń - oczywiście pod warunkiem, że jest dobra i dobrze zrobiona. To bardzo trudny gatunek i nierzadko zdarza się, że wykonania mniej lub więcej kuleją. Jednak, jeśli spotykają się odpowiedni ludzie - śpiewacy, autor, kierownik muzyczny, reżyser, jeżeli to wszystko zgra się w jednolitą całość to efekt może być oszałamiający.

A co do momentu… Oczywiście mamy tu do czynienia z historycznym wydarzeniem. Kraków nie mógł dłużej pozostawać miastem bez Opery. Ta Opera, która dotychczas grała gościnnie na deskach Teatru im. J. Słowackiego nie była pełnowartościowa. To raczej "objazdowy teatr". Bogusław Nowak doprowadził do momentu, kiedy nareszcie otwieramy instytucję z prawdziwego zdarzenia - to jest jego wielką zasługą.

Zdarzyło mi się już wcześniej pracować przy różnych otwarciach sezonów, festiwali. Śmiem twierdzić, że stało się to moją specjalnością [śmiech]. To chyba wynika z faktu, że przy takich okazjach organizatorzy chcą zatrudnić pewnego, sprawdzonego reżysera.

Czy ze względu na rangę wydarzenia trema jest większa?

Nie. Trema nie jest ani mniejsza, ani większa. Każda premiera, szczególnie operowa jest wielkim przeżyciem, bez względu na to czy się coś przy okazji otwiera czy nie. Artyści o takich rzeczach nie myślą. Uważam nawet, że byłoby grzechem skupiać się na dodatkowych, zewnętrznych bodźcach. Wszystkie rzeczy około artystyczne zostawiamy na boku. Robię swoje podobnie zresztą jak cały zespół. Tylko wtedy może powstać dobre dzieło.

rozmawiała Agnieszka Narębska

Diabłu nie można wierzyć...

Diabłu nie można wierzyć nawet gdyby mówił prawdę.

Tym łacińskim mottem, zaczerpniętym od słów św. Chryzostoma, opatrzył Krzysztof Penderecki partyturę swej pierwszej opery - Diabłów z Loudoun. Dzieło powstało w 1969 roku na zamówienie Rolfa Liebermanna, ówczesnego dyrektora Państwowej Opery w Hamburgu. Podstawę dla napisanego przez Krzysztofa Pendereckiego libretta stanowiła adaptacja sceniczna powieści Aldousa Huxleya The devils of Loudun dokonana ręką Johna Roberta Whitinga nosząca tytuł Demony. Artystę zainspirowały autentyczne wydarzenia rozgrywające się na początku XVII wieku we Francji. W 1634 roku w niewielkim miasteczku Loudun doszło do procesu wikarego parafii św. Piotra - Urbana Grandiera, oskarżonego przez przeoryszę klasztoru Urszulanek o niemoralność, opętanie zakonnic oraz konszachty z diabłem. Domniemane satanistyczne skłonności zaprowadziły księdza wprost na stos rozpalony przez inkwizycyjny sąd. Tragiczne zajście od lat intrygowało twórców, czego najlepszym dowodem jest również nowela Jarosława Iwaszkiewicza Matka Joanna od Aniołów, którą szerszej publiczności przybliżył film Jerzego Kawalerowicza.

Prapremierę opery (20.06.1969) wyreżyserował w hamburskiej Staatsoper Konrad Swinarski a orkiestrę po raz pierwszy poprowadził Henryk Czyż. Wśród wykonawców znaleźli się między innymi Tatiana Trayanos (Joanna), Andrzej Hiolski (Grandier), Bernard Ładysz (Ojciec Barré). Dwa dni po Hamburgu Diabły z Loudun wystawiła Opera Państwowa w Stuttgarcie.

Ciekawostkę może stanowić fakt, że w 1973 roku William Friedkin wykorzystał muzykę z opery w swoim filmie Egzorcysta. Na kolejną operę Krzysztofa Pendereckiego melomani musieli czekać nieomal dziesięć lat. Raj utracony. Sacra rappresentazione utwór oparty na poemacie Johna Miltona, pokazany został po raz pierwszy na scenie Lyric Opera w Chicago w 1978 roku. Światowa prapremiera trzeciej opery Czarnej Maski opartej na sztuce Gerharta Hauptmanna uświetniła w 1986 roku Festiwal w Salzburgu. 6 lipca 1991 roku publiczność zgromadzona w Operze Monachijskiej miała zaszczyt uczestniczyć w prapremierze Ubu Króla (wg Alfreda Jarry’ego).

Krzysztof Penderecki - sylwetka

Krzysztof Penderecki (ur. 23 listopada 1933 w Dębicy) - współczesny polski kompozytor, dyrygent i pedagog muzyczny, przedstawiciel tzw. polskiej szkoły kompozytorskiej w latach sześćdziesiątych. Wychował się w rodzinie o ormiańskich korzeniach. Początkowo uczył się grać na skrzypcach i pobierał lekcje kompozycji u Franciszka Skołyszewskiego. Następnie w latach 1955-58 studiował kompozycję w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej (obecnie Akademia Muzyczna) w Krakowie w klasie Artura Malawskiego. Międzynarodowy rozgłos przyniosły mu utwory o bardzo oryginalnej kolorystyce dźwiękowej, często wykorzystujące niekonwencjonalne techniki artykulacji (np. stukanie w deko instrumentów smyczkowych). Taka technika kompozytorska otrzymała miano sonoryzmu, a reprezentują ją m.in. utwory takie jak Ofiarom Hiroszimy - tren, Polymorphia, De natura sonoris. W tym stylu skomponowana jest również Pasja wg św. Łukasza.

Kompozytor w niebanalny sposób realizował postulaty ówczesnej awangardy. Jednym z nich był "aleatoryzm niezamierzony", polegający na niedokładnym zapisywaniu partytur. Wprawdzie ogromnie utrudniało to wykonania i z powodu protestów wykonawców w późniejszych wydaniach kompozytor zezwalał na zapisywanie nut w konwencjonalny, precyzyjny sposób (uzmysławia to pierwsze i późniejsze wydania Pasji wg św. Łukasza), lecz sama koncepcja stanowiła wyraźne usprawnienie procesu zapisywania złożonych partytur na ogromne obsady wokalno-instrumentalne i pozwalała szybciej realizować kolejne zamówienia.

U progu lat 70 XX w. kompozytor porzucił technikę sonorystyczną, coraz częściej komponował tonalnie, orkiestrując w stylu niemieckiej muzyki symfonicznej z końca XIX stulecia (Symfonia wigilijna). Zarzucano mu więc, że "zdradził awangardę", ale ten styl znalazł aprobatę szerokiej publiczności. W Polsce specjalne zainteresowanie budziły w latach osiemdziesiątych utwory nawiązujące do wydarzeń politycznych, z których powstało Polskie Requiem.

W 1996 roku Krzysztof Penderecki skomponował Siedem Bram Jerozolimy na zamówienie miasta Jerozolimy z okazji jubileuszu 3000 lat Świętego Miasta; prawykonanie miało miejsce w Jerozolimie 9 stycznia 1997 roku, a pierwsze wykonanie w Polsce odbyło się w Warszawie 14 marca 1997 roku.

Kompozytor w oryginalny sposób konstruuje swoje wieloczęściowe utwory. Najpierw powstaje jedna lub kilka części, następnie dołącza do nich następne. Tym sposobem każdy utwór może być wielokrotnie prezentowany w wersji premierowej, co ma niebagatelne znaczenie w praktyce koncertowej. Najdłużej powstawało w ten sposób Polskie Requiem, obecnie w trakcie przedłużania jest VIII Symfonia, której początkowa wersja zamówiona została na otwarcie Filharmonii w Luksemburgu i tam wykonana w 2005.

Skłonność do usprawniania procesu twórczego, której pierwszym przejawem był aleatoryzm niezamierzony, skłoniła Pendereckiego do przeniesienia do muzyki tradycji znanej w przeszłości w środowisku malarzy, a polegającej na tym, iż mistrz przyjmuje zamówienia i koordynuje pracę, natomiast uczniowie wykonują konkretne zadania, takie jak adaptacja utworu na kolejne obsady, albo rozwinięcie pomysłów naszkicowanych przez mistrza. W 2005 roku kompozytor został odznaczony przez Prezydenta RP Orderem Orła Białego.

...więcej

Pierwszy utwór operowy w twórczości kompozytora (prawykonanie - Opera w Hamburgu 1969, reż. Konrad Swinarski) nawiązuje do autentycznych wydarzeń we Francji XVII wieku, gdzie odbył się głośny proces księdza Urbana Grandiera, oskarżonego przez przeoryszę klasztoru urszulanek o opętanie zakonnic i konszachty z diabłem. Ta sama, pełna znaczeń i interpretacyjnych możliwości historia inspirowała innych twórców, by przypomnieć minipowieść Jarosława Iwaszkiewicza Matka Joanna od Aniołów.

Diabły z Loudun to fascynująca opowieść o opętaniu, o szaleństwie fanatyzmu, ambicji politycznych i erotycznych namiętności z jednej strony, z drugiej – o woli niezależności i odmowie wejścia w system, który zniewala, o heroiźmie, broniącym prawdy i najwyższych wartości człowieczeństwa. Nic dziwnego, że dzieło porywa siłą wyrazu i gorączką emocji „rozpięte między liturgicznym obrzędem, misterium, oratorium, dramatem muzycznym a współczesnym teatrem ekspresjonistycznym.” (Daniel Cichy).

Diabły z Loudun są trzecią operą kompozytora wystawioną przez krakowską scenę. Król Ubu pod batutą Ewy Michnik w interpretacji Krzysztofa Nazara miał premierę w 1993 roku. Czarna maska weszła na afisz w 1998 roku, również w reżyserii K. Nazara , pod kierownictwem muzycznym Kai Bumanna. Diabły zostały przygotowane z okazji siedemdziesięciopięciolecia urodzin Kompozytora, a premiera otworzyła scenę w nowej siedzibie Opery Krakowskiej.