Carmen

Terminy

Carmen

Kompozytor: Georges Bizet

Opera w 4 aktach
Libretto: Henry Meilhac i Ludovic Halévy wg noweli Prospera Meriméego
Prapremiera: Paryż, 3 marca 1875
Polska premiera: Warszawa, 5 lipca 1882

Prapremiera: Opéra-Comique, Paryż, 3 marca 1875
Premiera polska: Teatr Wielki, Warszawa, 5 lipca 1882
Premiera obecnej inscenizacji: 30 września 1995

Premiera w Operze Krakowskiej: 5 III 2010 r.

Realizatorzy:

Inscenizacja i reżyseria: Laco Adamik
Współpraca reżyserska: Nono Dragović
Kierownictwo muzyczne: Tadeusz Kozłowski 
Scenografia i kostiumy: Barbara Kędzierska 
Choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć
Przygotowanie Chóru: Marek Kluza
Reżyseria świateł: Bogumił Palewicz

Asystent kierownika muzycznego: Patrycja Pieczara
Dyrygenci: Tadeusz Kozłowski, Maciej Figas
 As. reżysera: Bożena Walczyk-Skrzypczak
As. scenografa: Izabela Firek
Inspicjent: Agnieszka Sztencel, Magdalena Wąsowska
Sufler: Dorota Sawka, Krystyna Behounek

Obsada:

CARMEN | Iryna Zhytynska

DON JOSÉ | Vasyl Grokholskyi

MICAËLA | Wioletta Chodowicz

FRASQUITA | Karolina Wieczorek

MERCEDES | Monika Korybalska

ESCAMILLO | Adam Szerszeń

REMENDADO | Krzysztof Kozarek

DANCARIO | Andrzej Biegun

ZUNIGA | Krzysztof Dekański

MORALES | Michał Kutnik

ORKIESTRA, CHÓR, BALET I CHÓR DZIECIĘCY OPERY KRAKOWSKIEJ

Brak informacji o datach

W pierwszej wersji „Carmen”, ujęta była w formę zbliżoną do opery komicznej, gdzie fragmenty śpiewane przeplatały się z partiami mówionymi. Fakt ten, według ówczesnego zwyczaju, zamykał jej drogę na scenę Wielkiej Opery paryskiej, premiera musiała się więc odbyć w Operze Komicznej. Uczęszczająca tam publiczność gustowała raczej w lekkich, zabawnych komediach muzycznych i nie w smak jej było tragiczne zakończenie dzieła Bizeta - oto jeden z powodów chłodnego przyjęcia Carmen. Ważniejszą jednak przyczyną niechętnego początkowo stosunku publiczności i krytyków było śmiałe nowatorstwo treści. Bizet przełamał bowiem niepisaną tradycję nakazującą czerpać tematy oper ze świata mitów i legend lub też z dawnych epok historycznych i z życia tzw. „wyższych sfer". W miejsce konwencjonalnych, częstokroć pełnych sztucznego patosu postaci bohaterów wprowadził na sceną operową żywych, współczesnych ludzi - żołnierzy, przemytników i robotnice z fabryki cygar.

Żadna z oper nie może poszczycić się taką sławą. Od ponad 100 lat jest archetypem gatunku (P. Kamiński). Historia miłosna, w której zderza sie nie ujarzmione, uwodzicielskie kobiece piękno z męskim pożądaniem i namiętnością zmierzająca ku zatraceniu. Doskonała muzyka, feeryczna i mroczna zarazem, przepowiadająca śmierć od pierwszego aktu. Połączenie uniwersalnej prawdy o losie i przeznaczeniu z żywiołowością materii muzycznej sprawiają, ze Carmen odbierana jest wciąż jako dzieło aktualne i porywa kolejne pokolenia miłośników opery.

Artykuły:

Streszczenie libretta

Akt I

Jeden z placów Sewilli, koszary naprzeciw fabryki cygar. Micaela, narzeczona sierżanta Don Josego, dowiaduje się, że nie ma go jeszcze i szybko odchodzi, ignorując zaloty sierżanta Moralesa. Gra trąbka. To porucznik Zuniga i sierżant Don Jose prowadzą zmianę warty. W fabryce słychać dzwonek na przerwę. Piękna Cyganka Carmen, jedna z robotnic, drwi z męskich zalotów, jednak działa na nią obojętność Don Josego. Wracając do pracy, wręcza sierżantowi kwiat. Zjawienie się Micaeli przywraca spokój w sercu Don Josego. Wtem z fabryki dobiegają krzyki i sierżant z oddziałem ma przywrócić tam ład. Po chwili wraca prowadząc Carmen, która zraniła nożem koleżankę. Grozi jej więzienie - jednak Cyganka rozkochuje w sobie sierżanta, który wypuszcza ją na wolność.


Akt II

Gospoda Lillas Pastii. Carmen oraz jej przyjaciółki śpiewają i tańczą w takt kastanietów. Pojawia się słynny toreador, Escamillo. Jest zachwycony urodą Carmen, lecz zrazu nie zyskuje jej względów. Cyganka czeka na powrót Don Josego z więzienia. Gdy sierżant zjawia się, Carmen bez skutku usiłuje namówić go na przemytniczą wyprawę. Cyganka jest zawiedziona i zła. Nieoczekiwanie pojawia się w gospodzie porucznik Zuniga. Zaleca się do Carmen. Don Jose rzuca się na oficera z bronią w ręku – do armii nie ma już powrotu. Eks-sierżant dołącza do przemytników i ucieka z nimi w góry.


Akt III

Cygankę nudzi już Don Jose. Myśli raczej o pięknym Escamillo. Frasquicie i Mercedes karty przepowiadają miłość i szczęście, Carmen zaś zwiastują śmierć. Przemytnicy ruszają na wyprawę - jedynie Don Jose zostaje na straży obozu. W dolinie zjawia się Micaela szukająca narzeczonego. Płoszy ją nagły strzał - Don Jose wypalił niecelnie do kogoś, kto krył się za skałami. Nieznajomym okazał się Escamillo. Szybko wychodzi na jaw, że kocha Carmen. W walce rywali przegrywa Escamillo. Cyganka ocala toreadorowi życie i daje odczuć, że nie jest jej obojętny. Escamillo zaprasza wszystkich na swój występ w Sewilli i odchodzi. Don Jose urządza Carmen scenę zazdości, którą przerywa zjawienie się Micaeli. Dziewczyna przynosi wieść, że matka Don Josego ciężko choruje z żalu i przed śmiercią chce zobaczyć syna. Eks-sierżant spieszy do niej z Micaelą, a odchodząc zapowiada Carmen zemstę.


Akt IV

Przed „Plaza de toros” w Sewilli tłum wita Escamilla, który zjawia się w towarzystwie wystrojonej Carmen. Cyganka lekceważy ostrzeżenia przed zemstą Don Josego. Ten zjawia się na placu i odnajduje Carmen. Raz jeszcze błaga kochankę, by porzuciła toreadora. Na próżno - dziewczyna woli raczej śmierć, niż powrót do mężczyzny, którego nie kocha. Spoza murów okalających widownię słychać okrzyki i oklaski na cześć zwycięskiego toreadora. Carmen podbiega ku bramie, chcąc jak najprędzej ujrzeć Escamilla. Wtedy oszalały z rozpaczy Don Jose przebija ją sztyletem.

(Streszczenie libretta według Przewodnika operowego J. Kańskiego)

Fragmenty recenzji

Barbara Kędzierska (kostiumy, scenografia) zrezygnowała z tradycyjnych rozwiązań na rzecz metalicznej i industrialnej scenografii, co jest tutaj zdecydowanie zaletą. W większości aktów dzieli ona scenę na dwa wyraźne plany, co stworzyło możliwość ukazania widzom Hiszpanii dziewiętnastego wieku – tętniącej życiem i pełnej wewnętrznych sprzeczności. To tutaj bowiem mieszają się światy robotnic pracujących w fabryce cygar i hardych, acz nie pozbawionych głębszych uczuć, żołnierzy.
Grzechem byłoby przemilczenie doborowej obsady spektaklu. W partii tytułowej występują solistki: Małgorzata Walewska, Monika Ledzion oraz Agnieszka Cząstka, a ich partnerami są takie sławy jak Arnold Rutkowski, Tomasz Kuk, Vasyl Grokholskyi czy Martin Babjak. Przy takim doborze nazwisk naprawdę trudno się czegokolwiek przyczepić.
Laco Adamik oparł się tendencji uwspółcześniania klasyki na siłę i wyszedł z tego starcia obronną ręką. Jego Carmen uwydatnia to, co najważniejsze – prawdziwą miłość, jej uniesienia i upadki. We współczesnym świecie ludziom brakuje romantyzmu, a spektakl ten dostarcza jego kompleksową dawkę. Jest to coś, co widz powinien wynosić z każdego teatru, opery czy filharmonii. Jak ciężko tego dokonać, wiedzą doskonale wszyscy reżyserzy, scenografowie i artyści. Dzieło Bizeta stało się tutaj lekiem na tęsknotę, którą skrywa wielu z nas. Tęsknotę za zmysłowym tangiem i taką miłością, która jest niesfornym ptakiem.
O tym, że opera ta chwyta za serce, świadczyć mogą łzy, uronione przez niektóre kobiety w trakcie trwania spektaklu. I niech one pozostaną najgłębszą recenzją wystawioną Carmen w interpretacji Adamika.
Krzysztof Gudowski, Portal Kraków Culture Press, 15 marca 2010

Małgorzata Walewska nie tylko idealnie śpiewała. Stworzyła porywającą postać kobiety absolutnie wolnej, idącej za głosem serca, nieznoszącej jakiegokolwiek przymusu, a przy tym prawdziwie czułej i kochającej. Często oglądamy Carmen dziką, zamaszystą, epatującą zewnętrznością. Coś z tego miała niegdyś i Małgorzata Walewska. Tym razem jednak budowała kreowaną postać delikatnymi środkami - spojrzeniem, ruchem głowy, drobnym, ale jakże przekonywającym gestem. Była kobietą-czarodziejką. Patrząc na nią, można było zrozumieć szaleństwo namiętności Don Josego.”
"Małgorzata Walewska i goście Laco Adamika", Anna Woźniakowska, Ruch Muzyczny nr 23/11-11-12, 15-11-2012

 „…wszystko w spektaklu Laco Adamika jest czytelne, dobrze przeprowadzone. Na premierze wykonawcy należycie spełnili swe zadania aktorskie ciesząc jednocześnie uszy słuchaczy pięknym śpiewem. Dawno nie słyszałam na krakowskiej scenie operowej tak wyrównanego ensemblu odtwórców partii solowych. Pewna jestem po krakowskim debiucie, że Monika Ledzion będzie jedną z czołowych polskich odtwórczyń partii Carmen. Wzruszająca była Katarzyna Trylnik jako Micaela, doskonały wokalnie był Arnold Ruciński wcielający się w Don Josego.
"Carmen zawsze zaskakujaca", Anna Woźniakowska, Kraków nr 4/04.2010, 06-05-2010

Spektakl muzycznie przygotował i prowadził Tadeusz Kozłowski, pod którego batutą pięknie zabrzmiały uwertura i intermezzo przed III aktem. Zadbał o bardzo dobrą i wyrównaną obsadę. W partii Don Josego wystąpił Arnold Rutkowski, wyborny wokalnie i ciekawy aktorsko. Micaelę kreowała Katarzyna Trylnik obdarzona słodkim sopranem i była to rzeczywiście kreacja przemyślana i przeżyta w każdym geście i każdej frazie.”
"Nowa Carmen", Anna Woźniakowska, Ruch Muzyczny nr 7/04-04-2010, 13-04-2010

…główni wykonawcy nie zawiedli. Ściągnięta w trybie awaryjnym sopranistka Ewa Vesin z Opery Wrocławskiej pokazała, że dobrze sobie radzi z rolą, i jeżeli poprawi ruch sceniczny, to może pójdzie drogą kariery Małgorzaty Walewskiej. Przejmująco wypadła Katarzyna Trylnik w partii Micaeli. Osobny rozdział to Arnold Rutkowski jako Don José, którego mocny, a jednocześnie pełen uczucia głos potwierdza, że śpiewak ma wielkie szanse zaistnieć na największych scenach.”
"Habanera przy rurze", Paweł Dybicz, Przegląd nr 11, 16-03-2010

Partię Don Josego, który wyznawał uczucia dwóm różnym Carmen, śpiewał tego wieczoru Arnold Rutkowski. Młody artysta obdarzony tenorem o niezwykłej barwie i brzmieniu, a przy tym prowadzący głos z dużą swobodą, zaśpiewał z młodzieńczą pasją i ogromną ekspresją.(…)
Tadeusz Kozłowski, dla którego "Carmen" to niemal chleb powszedni, i tym razem dał popis precyzji w prowadzeniu ansambli i scen zbiorowych. Czarowna muzyka Bizeta pod jego batutą ujmowała melodyjnością, temperamentem i świetnie rozplanowaną dynamiką.”
"Wieczór dwóch Carmen", Adam Czopek, Nasz Dziennik nr 58 online, 10-03-2010

Monika Ledzion (która miała wystąpić w sobotnim spektaklu) zaśpiewała znakomicie, była też piękna, uwodzicielska i niepokorna, jak to Carmen być powinna.(…)
Godnym partnerem obydwu Carmen był Arnold Rutkowski jako Don Jose, śpiewak o głosie dużym, giętkim, pełnym emocji i szlachetnym w brzmieniu. Pięknie brzmiał jasny sopran Katarzyny Trylnik w partii Micaeli.
"Dwie Carmen, falbany i cygara w Operze Krakowskiej", Joanna Targoń, Gazeta Wyborcza - Kraków nr 56 online, 08-03-2010

Duża w tym zasługa Moniki Ledzion, która przeżywając podwójny stres - nagłego zastępstwa i debiutu w głównej partii - w pełni jednak sprostała zadaniu. Dwa kolejne akty były prawdziwym triumfem młodej śpiewaczki tworzącej przekonywającą postać idącej za porywem serca, bezkompromisowej dziewczyny. W tym triumfie miała godnych partnerów. Doskonałą wokalnie i postaciowo Micaelą była obdarzona prawdziwie słodkim głosem Katarzyna Trylnik, po raz pierwszy występująca na krakowskiej scenie (co ciekawe, obie panie wyszły z klasy prof. Haliny Słonickiej, która była także maestrą Małgorzaty Walewskiej).
"Ślepy los rozdał karty", Anna Woźniakowska, Dziennik Polski nr 56 online, 08-03-2010