Zemsta nietoperza

Terminy

Zemsta nietoperza

Kompozytor: Johann Strauss

Operetka w 3 aktach 
Libretto: Karl Haffner, Richard Genée wg sztuki Rodericha Benedixa Das Gefängnis 
i wodewilu Meilhaca i Halévy'ego Le Réveillon
Przekład: Julian Tuwim

Prapremiera:  Wiedeń, 5 IV 1874 
Premiera polska: Warszawa, 6 IX 1877

Realizatorzy:

Kierownictwo muzyczne: Uwe Theimer
Reżyseria, choreografia: Janusz Józefowicz
Scenografia: Andrzej Woron
Kostiumy: Maria Balcerek

Premiera: 18,19 grudnia 2005, Scena Operowa Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie
Wznowienie: 30 XI 2009, Duża Scena Opery Krakowskiej

Obsada:

SOLIŚCI, ORKIESTRA, CHÓR i BALET OPERY KRAKOWSKIEJ

16.01.2015
godzina: 18:30
scena: Duża Scena
czas trwania: 3 godz.
ilość przerw: 2

17.01.2015
godzina: 18:30
scena: Duża Scena
czas trwania: 3 godz.
ilość przerw: 2

18.01.2015
godzina: 18:30
scena: Duża Scena
czas trwania: 3 godz.
ilość przerw: 2

20.01.2015
godzina: 18:30
scena: Duża Scena
czas trwania: 3 godz.
ilość przerw: 2

Dowcipna, salonowa intryga w XIX-wiecznym kurorcie pod Wiedniem. Stary Wiedeń to prawdziwy bohater tej jednej z najlepszych i najbardziej popularnych operetek świata. Skomponowanie dzieła zajęło Johannowi Straussowi, słynnemu „królowi walca” zaledwie kilka tygodni a prapremiera okazała się olbrzymim sukcesem. Brawurowa komedia pomyłek z intrygującym librettem w doskonałym tłumaczeniu Juliana Tuwima do dziś ma swoich wielbicieli.

Artykuły:

Streszczenie libretta

Akcja rozgrywa się pod koniec XIX w. w miejscowości kuracyjnej pod Wiedniem

Akt I

W willi bankiera Gabriela von Eisenstein pokojówka Adela czyta list od siostry, tancerki Idy. Ida zaprasza ją na bal, który tego wieczora wydaje książę Gigi Orlovsky. Jednocześnie z ulicy dobiega pieśń; to Alfred, „przeszły przyszły", czyli były narzeczony Rozalindy, żony Eisensteina, stara się skokietować dawną ukochaną brzmieniem swego głosu i pełnym uwielbienia tekstem pieśni. Rozalinda, przerażona niespodziewanym zjawieniem się Alfreda, pełna obaw, aby nie zetknął się z jej mężem, przyrzeka mu spotkanie wieczorem, oboje wiedzą bowiem, że Eisenstein ma jeszcze dziś iść na pięć dni do więzienia, skazany za uderzenie poborcy podatkowego. Adela, marząc o balu u księcia, prosi Rozalindę o zwolnienie na wieczór i noc, pragnie jakoby zająć się chorą ciocią. Rozalinda początkowo odmawia, potem jednak pozwala jej iść - lepiej, aby nikt nie widział wieczornej wizyty Alfreda.

Tymczasem z rozprawy sądowej powraca Eisenstein z mecenasem Blindem. Wskutek fatalnej obrony Blinda i nerwów Eisensteina oskarżonemu dołożono jeszcze trzy dni aresztu za obrazę sądu. Odsiadywanie kary ma rozpocząć za kilka godzin ... Z ponurego nastroju wybawia go przyjaciel, dr Falke. Radzi, aby Eisenstein poszedł do więzienia rano, natomiast noc spędził na balu u księcia Gigi - naturalnie w tajemnicy przed żoną. Nie musi przyjaciela namawiać zbyt długo ...

Rozalinda jest wprawdzie zdziwiona, że mąż idzie do więzienia we fraku, cylindrze i lakierkach, lecz Eisenstein uspokaja ją dewizą dżentelmena: "chociaż los czarny, to gors śnieżny". Wychodzi, wkrótce potem wychodzi i Adela, przybywa natomiast Alfred. Oboje z Rozalindą zasiadają do kolacji, Rozalinda w negliżu, Alfred w szlafroku jej męża. Nagle przybywa niespodziewany gość - dyrektor więzienia, Frank, przychodzi, aby osobiście doprowadzić Eisensteina do celi. Zaskoczona w dwuznacznej sytuacji Rozalinda błaga Alfreda, aby jej nie kompromitował i - grając rolę jej męża - poszedł odsiedzieć karę zamiast niego. Alfred, chociaż niechętnie, to jednak godzi się z losem i Frank zabiera go ze sobą, pewny, że aresztował Eisensteina ....

A k t II

Na balu u księcia zbiera się ciekawe towarzystwo: obok wytwornych dam i panów, także młodziutkie tancerki z opery, wśród nich Ida ze swą siostrą Adelą, ubraną w suknię Rozalindy. Dr Falke objaśnia niezbyt lotnemu księciu Orlovsky'emu intrygę, w którą wplątał grono swych znajomych, chcąc zemścić się za przykry kawał, jaki Eisenstein zrobił mu w poprzednim karnawale. Po karnawałowej maskaradzie, nad ranem, zostawił Falkego pijanego, w kostiumie nietoperza, w samym środku Prateru. Doktor musiał na piechotę powracać - w przebraniu nietoperza - do domu, wśród śmiechu i docinków rozbawionej gawiedzi. Teraz - "nietoperz" postanowił omotać przyjaciela siecią skomplikowanej intrygi. Zaprosił tu na bal Idę z Adelą, dyrektora więzienia, a także ... Rozalindę, która ma przybyć w masce i udawać węgierską hrabinę.
Intryga na razie przebiega zgodnie z planem. Eisenstein zaczyna asystować atrakcyjnej Adeli, nie wiedząc oczywiście, że flirtuje z własną pokojówką, potem zaś - nie tai swego entuzjazmu dla damy w tajemniczej masce, nie zdając sobie sprawy, że ukrywa się pod nią jego własna żona. Rozalinda cierpliwie wysłuchuje zalotów męża, po czym, wykorzystując sprzyjającą sytuację, zabiera mu piękny zegarek.
Zabawa nabiera coraz większego rozmachu, dwie osoby muszą ją jednak skoro świt opuścić: dyrektor Frank i Eisenstein, którzy - obaj incognito - zdążyli się na balu serdecznie zaprzyjaźnić. Obaj teraz, nie wiedząc o tym, zdążają w to samo miejsce: jeden do pracy, drugi do celi ...

Akt III

W więzieniu jest tylko jeden więzień: rozśpiewany Alfred, i jeden strofujący go dozorca - zupełnie pijany Frosch. Nadchodzi, prosto z balu, dyrektor Frank, a później także Ida i Adela. Frank zdradził im bowiem swe incognito i obiecał protekcję w teatrze, że zaś Adela pragnie zostać aktorką, przyszła, by od razu "na gorąco" dopilnować sprawy.

Frank przyjmuje je bardzo serdecznie, zaraz jednak musi dziewczęta ukryć w wolnej celi, nadchodzi bowiem kolejny gość: Eisenstein. Obaj panowie zadziwieni są spotkaniem w tak nieoczekiwanym miejscu: wyjaśniwszy sobie, kim są, dziwią się jeszcze bardziej: dyrektor oświadcza bowiem Eisensteinowi, że ... Eisensteina sam zabrał wczoraj do więzienia z jego domu, gdzie zastał go w szlafroku, w czułym sam na sam z żoną. Nadchodzi mecenas Blind. Eisenstein chcąc dociec, kto kryje się pod jego nazwiskiem, przebiera się za sądowego aplikanta i wraz z Blindem przesłuchuje Alfreda. Oczywiście szybko orientuje się w czym rzecz, zarzuca zdradę Rozalindzie, która też tu przybywa, chcąc załatwić zwolnienie Alfreda. Oboje ze śpiewakiem nie mogą już teraz ukryć swego wieczornego tête-a-tête, ale z kolei Rozalinda oskarża męża o fałsz i zdradę - na dowód pokazując mu zabrany na balu zegarek.
Na koniec - zjawia się Falke i wyjaśnia intrygę zaaranżowaną z zemsty. Alfred sprytnie podciąga i swoje spotkanie z Rozalindą pod ową "zemstę nietoperza", wszystko więc kończy się dobrze. Oszołomiony Eisenstein przeprasza Rozalindę i uzyskuje przebaczenie, Adelą zaś obiecują się zająć i książę, i Frank ...

(na podstawie Przewodnika operetkowego, L. Kydryńskiego, PWM, 1994)

Muzyka Straussa zawsze zwycięży

Z Uwe Theimerem, dyrygentem, kierownikiem muzycznym spektaklu Zemsta nietoperza J. Straussa, rozmawia Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

AMS: Czy lubi Pan muzykę Johanna Straussa?

UT: Gdybym nie lubił muzyki Johanna Straussa z pewnością nie przyjechałbym do Krakowa na zaproszenie dyrektora Ryszarda Karczykowskiego i nie planował bym przygotowania "Zemsty nietoperza".

AMS: Pytam o muzykę Straussa, nie tylko ze względu na Pana pracę w Krakowie, ale przede wszystkim dlatego, że jest Pan twórcą wiedeńskiej orkiestry Straussowskiej.

UT: Jest to Balowa Orkiestra Wiedeńska, specjalizująca się w muzyce Johanna Straussa i kompozytorów jemu współczesnych oraz w literaturze operetkowej.

AMS: Powiedział Pan, że jest to balowa orkiestra. Czy znaczy to, że zespół ten gra do tańca?

UT: Orkiestra została założona w 1982 roku, specjalnie z myślą, aby grywała na słynnym balu w Operze Wiedeńskiej. Okazała się jednak takim sukcesem, że występuje nie tylko na balach w operze, ale także jeździ z koncertami po całym świecie. Do tej pory graliśmy w 23 krajach świata i przed dwoma laty byliśmy z koncertem w Krakowie.

AMS: Czy ten sam walc Straussa grany do tańca brzmi inaczej niż grany w wersji koncertowej?

UT: Różnicy w zasadzie nie powinno być, gdyż jest to ta sama muzyka, ten sam styl. Trzeba jednak pamiętać, po co prezentowany jest dany utwór. W przypadku, gdy gramy do tańca muzyka musi być wykonywana w określonym tempie. Nie można zwalniać, ani przyśpieszać, bo tancerze mogą zmylić krok. Podczas koncertu natomiast te same piękne walce, nie mogą być wykonywane w jednolitym, tym samym tempie, ponieważ wymagają one pewnej interpretacji, pewnego zróżnicowania ich części.

AMS: Jakie granie jest trudniejsze? Do tańca czy koncertowe?

UT: Zdecydowanie do tańca, bo należy w sobie pohamować interpretację i myśleć jedynie o zachowaniu równego pulsu.

AMS: Co Pana fascynuje w muzyce Straussa?

UT: Johann Strauss był kompozytorskim geniuszem. Cenię go tak samo wysoko, jak Mozarta, Beethovena, czy Chopina. W swoich perfekcyjnych instrumentacjach potrafił w znakomity sposób wykorzystać możliwości orkiestry. Jego kompozycje pod względem melodii i instrumentacji są różne, jednak wszystkie mają ten sam styl. Tak, jak słuchając symfonii umiem odróżnić Mozarta od Beethovena, Brucknera czy Czajkowskiego, to tak samo zawsze poznam muzykę Johanna Straussa. Bo ona ma własny, wspaniały język. Brzmi bardzo lekko. I gdy słuchacz ma wrażenie, że utwory Straussa są lekkie i swobodne, to znaczy, że muzycy grają dobrze.

AMS: Czy są w tej operetce fragmenty wyjątkowo trudne pod względem muzycznym?

UT: Oczywiście, że tak, bo przecież, to, że muzyka Straussa jest lekka nie znaczy jednocześnie, że jest łatwa. Mam jednak nadzieję, że publiczność nie zorientuje się, które fragmenty są trudne.

AMS: Ma Pan swój ulubiony fragment Zemsty nietoperza?

UT: Kocham cały utwór, a moim ulubionym jest zawsze ten, którym w danym momencie dyryguję. Ale dwa fragmenty Zemsty nietoperza są najważniejsze: uwertura i czardasz. Do ich wykonania dyrygenci przykładają szczególną uwagę. Bo gdy uda się prezentacja tych fragmentów, zadowolony jest nie tylko dyrygent, orkiestra, ale przede wszystkim publiczność.

AMS: W ilu inscenizacjach Zemsty nietoperza brał Pan udział?

UT: Ta krakowska jest moją szósta inscenizacją. Poprzednie przygotowywałem m.in. we Włoszech, Austrii i Portugalii.

AMS: Czy te realizacje, to były klasyczne – w formie i wykonaniu - operetki?

UT: Miałem to szczęście, że robiłem zawsze klasyczne produkcje. Choć cenię klasyczną operetkę, nie mam nic przeciwko nowoczesnym inscenizacjom, pod warunkiem, że nie przeszkadzają muzyce, publiczność rozumie założenia sceniczne, a śpiewacy mają stworzone warunki do śpiewania. Reżyserzy wiedzą, że trudno jest zepsuć inscenizacją Zemstę nietoperza, bo muzyka, która jest znakomita, w każdej sytuacji się obroni, zawsze zwycięży.

Notki realizatorów

prof. Uwe Theimer (kierownictwo muzyczne)
Absolwent dyrygentury (prof. Hans Swarowsky) i kompozycji (Alfred Uhl) w Wyższej Szkole Muzycznej w Wiedniu. Podczas festiwalu Salzburger Festspiele był asystentem muzycznym Karla Böhma, Lorina Maazela i Jamesa Levine’a. Od 1975 pracuje jako asystent i dyrygent w Wiener Volksoper. Dyrygował tam m. inn. podczas austriackiej premiery opery Pollicino Hansa Wernera Henze oraz, oprócz wielu oper i operetek, także podczas słynnych produkcji musicalowych La Cage aux Folles, My Fair Lady, Gigi i Kiss me Kate.

Gościnnie dyrygował w Grazer Opernhaus, w ramach festiwalu Seefestspiel Mörbisch, podczas międzynarodowego Festiwalu Operetki w Trieście, w Teatro Massimo w Palermo, w Wiedeńskiej Operze Kameralnej oraz podczas koncertów filharmoników ze Stuttgartu, muzyków z Filharmonii Słowackiej, Tokijskiej Orkiestry Symfonicznej, Norddeutsche Philharmonie i filharmoników z Petersburga. Od 1996 roku jako dyrygent i dyrektor kieruje Festiwalem Operetki Niederösterreichische Operettensommer (Schlossfestspiele Langenlois).

Przez wiele lat był dyrygentem orkiestry Wiener Strauß Kapelle. Dla wielu zespołów muzycznych, w tym Wiener Ring Ensemble, Wiener Virtuosen, Küchl-Quartett, Wiener Streichtrio i Wiener Biedermeier Solisten pracował jako aranżer i kompozytor. Do jego ważniejszych kompozycji zalicza się, oprócz utworów chóralnych i orkiestrowych, hymn Te Deum, symfonię kameralną, muzykę kameralną oraz drugi kwartet smyczkowy, którego premiera w wykonaniu zespołu Küchl-Quartett odbyła się w Wiedeńskim Stowarzyszeniu Muzycznym.

Janusz Józefowicz (reżyseria, choreografia) 
Inscenizator, reżyser, choreograf, aktor, Dyrektor Artystyczny Studio Buffo, Absolwent warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Ukończył Szkołę Wokalno -Taneczną w Koszęcinie i w Pradze m. in. pod kierunkiem wybitnego profesora Franka Towena. Jego spektakl dyplomowy Złe zachowanie (Teatr Ateneum, Warszawa, 1984) był wydarzeniem artystycznym roku, a przedstawienie prezentowano prawie w całej Europie i zdobyło szereg liczących się nagród.

Janusz Józefowicz zasłynął jako twórca polskiej sceny musicalowej. Jego najbardziej znaną realizacją jest musical METRO, wystawiany w Warszawie od 1991, a także w Nowym Jorku, Moskwie, Sankt Petersburgu oraz we Francji w Roubaix i Orléans. Kolejne, oryginalne produkcje w inscenizacji, reżyserii i choreografii artysty do muzyki Janusza Stokłosy to Piotruś Pan (2000) oraz musical Romeo i Julia (2004).

Od 1992 r. Janusz Józefowicz jest dyrektorem artystycznym teatru Studio Buffo, gdzie wykształcił od podstaw zespół musicalu, wśród którego znajdują się gwiazdy polskiej estrady, m.in.: Katarzyna Groniec, Edyta Górniak, Anna Frankowska, Barbara Melzer, Natasza Urbańska, Beata Wyrąbkiewicz, Robert Janowski, Dariusz Kordek, Michał Milowicz.

Artysta współpracuje z wybitnymi reżyserami: A. Strzeleckim, W. Młynarskim, M. Umer, M. Fołtyn, A. Wajdą, E. Axerem czy A. Woronem.

Z sukcesem dokonał licznych opracowań choreograficznych w przedstawieniach m. in. dla: teatru w Tel Awiv’ie Dybuk, warszawskiego Teatru Rampa: Zimy żal (1988) i Big Zbig Show, Halka (Teatr Wielki-Opera Narodowa, 1995), Tyle miłości (Studio Buffo, Warszawa, 1996), Otello (Theater am Goetheplatz w Bremen, 1998) oraz Mahagonny B. Brechta i K. Weila (2000), Martwe dusze M. Gogola (Volksbuehne, Berlin, 1998), Crazy for you (Teatr Roma, Warszawa, 2003). Inne udane inscenizacje i reżyserie Janusza Józefowicza to m. in.: Wesele St. Wyspiańskiego (Teatr Polski, Szczecin, 2000) oraz Czarownice z Eastwick (Teatr Kinoaktora, Moskwa, 2003), Panna Tutli Putli (Studio Buffo, Warszawa, 2004).

Ważniejsze produkcje telewizyjne w reżyserii i choreografii Janusza Józefowicza to m.in.:
musicale METRO i Romeo i Julia, widowisko Do grającej szafy grosik wrzuć, Bajor w Buffo, Teatr Telewizji Dama od Maxima, Tyle miłości, koncert Katarzyny Groniec. Artysta zagrał również główne role w filmach: Nowy Jork czwarta rano (reż. K. Krauze) oraz Gracze (reż. R. Bugajski).

Andrzej Woron (scenografia)
Malarz, scenograf, reżyser. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (malarstwo).
Autor scenografii do: Wanda, Krakus, Zwolon C.K. Norwida (Teatr Polski w Szczecinie), Proces F. Kafki (Teatr Studio w Warszawie). Na początku lat 80 wyjechał do Niemczech, gdzie przygotował scenografię i kostiumy m.in. do następujących realizacji: Unsere Grosse Familie, Hallo und adieu Fugarta, Yerma G. Lorca dla Transformtheater w Berlinie; Spoliczkowany Andriejewa dla Renessance Theater w Berlinie; Gott W. Allena, Rothe Komma, Toskana therapie dla Schauspieltheater w Berlinie, Mercedes oraz Sprawa Dantona dla Theater “K” w Aachen.

W 1989 r. założył prywatny Kreatur Theatre w Berlinie Zachodnim,dla którego jako reżyser, autor scenografii i kostiumów przygotował m.in.: Sklepy cynamonowe B. Schulza, Koniec przytułku I. Babela, Sztuka o raju I. Mangera, K F. Kafki, Pociąg Łazarza Scharpera, Prorok Ilia oraz Merlin Słobodzianka, Ludzie, orły, lwy i kuropatwy Czechowa, Frankenstein Deichsela, Zielona gęś Gałczyńskiego, Kronika zapowiedzianej śmierci Marquesa.

Autor realizacji w narodowych teatrach niemieckich (reżyseria, scenografia, kostiumy): Theater Bremer w Bremę: Opera za 3 grosze, Mahagony Brechta, Marat – de Sade P. Weissa, Mistrz i Małgorzata Bułhakowa, Otello, Makbet, Ball; National Theater Mannheim: Zaczarowany flet Mozarta; Volkbuhne Berlin Dead souls Gogola; Theater Bielefelo Ahasver D. Kirchnera.

Zdobywca licznych nagród i wyróżnień, m.in. na Erlangen Festiwal (1994), Festiwalu Kontakty w Toruniu (1995), Festiwalu w Grodnie (1996), nagroda Hubner’a w Bremę (1997)
Realizator licznych projektów telewizyjnych (ZDF – 3SAT).

Wspólne realizacje (scenografia) z Januszem Józefowiczem to: Wesele Wyspiańskiego, (Teatr Polski w Szczecinie), Piotruś Pan (Teatr Roma w Warszawie) oraz Romeo i Julia (COS Torwar w Warszawie). 

Z kogo się śmiejecie?...

Johann Strauss-syn był królem walca, ale czy królem życia?

Był utalentowany, miał charyzmę pozwalającą mu panować nad słuchaczami, był bogaty i otoczony miłością; tłum tańczący w rytm walca uwielbiał go, a wielcy tego świata wyróżniali licznymi odznaczeniami. Jego muzyka perli się niczym dobry szampan; polki porywają w szaleńczy galop, walce unoszą w świat uczucia zapierającego dech…

Tytan muzyki, któremu inwencji zazdrościli współcześni kompozytorzy z Brahmsem na czele, był jednak naturą dwoistą, jego portret nie jest rysowany jedynie jasną kreską. Trudno w to uwierzyć, ale Johann mimo wszelkich sukcesów był niepewny swego talentu, bardzo łatwo dawał się zbić z tropu, łatwo wierzył w czyjąś złośliwą krytykę. Być może to konsekwencja młodzieńczych lat, gdy musiał – nie w pełni jeszcze przygotowany muzycznie – zarabiać na utrzymanie matki i rodzeństwa, toczyć artystyczny pojedynek ze słynnym ojcem, być może to efekt wrodzonej skromności, w każdym razie podobno gdy jadąc fiakrem zobaczył na afiszu tytuł swej pierwszej operetki (a był już przecież sławny), nieomal zemdlał z przerażenia na myśl, na co się porwał. Nie był także wolny od neurozy. Osobliwy strach przed śmiercią objawiający się niemożnością uczestniczenia w pogrzebach matki i żony - najbliższych mu, ukochanych osób, lękiem wysokości (podróżując koleją przez przełęcz Semmering kładł się na podłodze by nie widzieć otoczenia), czy w ogóle niechęcią do podróżowania, którą ustawicznie musiał pokonywać, kładł się cieniem na całe jego życie. Euforycznej radości towarzyszyła melancholia. Gdy dobrze wsłuchać się w Straussowskie frazy, można ją wyczuć. Jest obecna w każdym niemal walcu. Właśnie ta dwoistość nadaje swoisty koloryt dziełom Straussa, zaciekawia i zachwyca. Tak dwoista jest także cudowna muzyka do Zemsty nietoperza.

W połowie XIX wieku w Berlinie Roderich Benedix napisał komediofarsę zatytułowaną Das Gefängnis (Więzienie), podstawą intrygi której był fakt, iż mężczyzna nie chcąc skompromitować zamężnej kobiety, przyjął rolę jej męża z wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Farsa musiała cieszyć się powodzeniem, bo zainteresowali się nią Meilhac i Halévy, słynni paryscy libreciści i komediopisarze. Dla sceny Théâtre du Palais Royal na jej podstawie przysposobili komedię Réveillon. Jej sukces był tak głośny, że prawa do niemieckiego jej przekładu nabył Maksymilian Steiner, dyrektor Theater an der Wien. Gdy zorientował się, że kupił znane już na terenie Wiednia dzieło, najpierw usiłować sprzedać je konkurencji, potem polecił sporządzić z niego libretto dla Johanna Straussa. Początkowo nad tekstem pracował Karl Haffner, potem dostał go do opracowania Richard Genée. On to nadał librettu Zemsty nietoperza ostateczny kształt, wykorzystując wszelkie atuty dotychczasowych wersji tekstu i wzbogacając je własnymi pomysłami. Jego zasługą jest m.in. zawiązanie intrygi wokół maskarady „nietoperzowej” niesłychanie popularnej w Wiedniu pierwszej połowy XIX wieku.

Straussowi tekst Haffnera i Genée tak przypadł do gustu, tyle znalazł w nim artystycznej podniety, że swą genialną operetkę napisał w iście rekordowym – jak na siebie – tempie, w ciągu zaledwie czterdziestu dwóch dni. To nietypowe dla niego tempo pracy przyczyniło się do powstania bolesnej dla kompozytora plotki, że muzyka do Zemsty nie jest jego dziełem, lecz pochodzi z teki kompozytorskiej zmarłego przed czterema laty brata Józefa, choć przecież każda nuta operetki zdradzała wyraźnie autora.

Premiera w Theater an der Wien 5 kwietnia 1874 roku zakończyła się sukcesem co najwyżej umiarkowanym, los to wielu scenicznych arcydzieł. Trzeba było uporczywych zabiegów zwolenników Straussa, by nie zapomniano o Zemście zupełnie. Jej setne przedstawienie odbyło się w Wiedniu dopiero po dwóch latach, tymczasem wspaniałą muzyką Straussa cieszył się Berlin, Paryż, a potem Londyn, Petersburg, miasta Stanów Zjednoczonych i wreszcie cały świat. W 1894 roku Gustaw Makler, dyrygując Zemstą nietoperza w Hamburgu, stworzył wzór dla wszystkich przyszłych interpretacji dzieła na scenach operowych. Do historii przeszedł spektakl w operze wiedeńskiej w 150. rocznicę urodzin Straussa pod batutą Mścisława Rostropowicza z udziałem Teresy Stratas jako Rosalindy, René Kollo w partii Eisensteina i z Wiesławem Ochmanem – Alfredem. Światowym wydarzeniem artystycznym stało się płytowe nagranie Zemsty nietoperza dokonane w 1970 roku dla wytwórni DECCA przez Karajana, który zapewnił nie tylko pierwszorzędną obsadę, ale na bal u księcia Orlovsky’ego zaprosił światową czołówkę śpiewaczą m.in. Teresę Berganzę, Birgit Nilsson, Renatę Tebaldi, Joan Sutherland, Maria del Monaco. Wielkim gwiazdom nie przyniosło ujmy śpiewanie operetkowych arii, mimo iż tak często słychać opinię, że to gatunek muzyczny nieco podejrzanej jakości. Zadziałał tu nie tylko magnes wielkiego maga batuty, raczej chęć dobrej zabawy. Czyż melodyjne arie miałyby być przeznaczone jedynie dla kiepskich śpiewaków? Rację miał niegdyś Camille Saint-Saëns nazywając wprawdzie operetkę zbłąkaną na manowce córką opery, ale dorzucając jednocześnie, iż „nie oznacza to bynajmniej, że córki, które zbłądziły na manowce, są mniej urocze”.

Czy słuchając Zemsty nietoperza możemy podziwiać jedynie muzykę? Libretto Haffnera i Genée nie tylko bawiło, miało także wydźwięk satyryczny. Czy ostrze satyry może być aktualne i dzisiaj? Nie ma już wprawdzie – nad czym ubolewam – kawalerów gotowych do poświęceń dla honoru damy, ale ileż za to wokół przebierańców? Z łatwością i dziś znajdziemy Eisensteinów dufnych w moc swego pieniądza, sprytne Adele marzące o wygranych castingach, ekscentrycznych bogaczy podobnych księciu Gigi czy Falków dyszących żądzą zemsty za doznane upokorzenia. Trzeba uważać, z kim bawi się człek na balu, bo strata zegarka może być zaledwie drobnostką, a zbyt pochopne śpiewanie mów mi ty, przyjacielu zrodzić może wiele przykrości. Popatrzmy więc łaskawie na liczące blisko sto trzydzieści lat arcydzieło muzycznego teatru i przypomnijmy sobie słynne Gogolowskie pytanie: „z kogo się śmiejecie?”…

Anna Woźniakowska

W zgodzie z librettem

z Januszem Józefowiczem, reżyserem Zemsty nietoperza J. Straussa rozmawia Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz: Czy lubi Pan operetkę jako gatunek?

Janusz Józefowicz: Wszystko zależy od inscenizacji, gdyż niezależnie od gatunków dzielę teatr jedynie na dobry i zły. Oglądając Hello Dolly z Barbarą Streisand, bardzo lubię operetkę, lecz gdy patrzę na słabe widowisko, w którym grają podrzędni artyści i koszmarny balet, to nie cierpię tego gatunku.

AMS: Zadając to pytanie miałam na myśli klasyczną operetkę, a nie musical.

JJ: Granica miedzy operetką a musicalem okazuje się bardzo płynna. Musical pełen jest dialogów śpiewanych i mówionych, a także songów, czyli arii. Ma w sobie wszystko to, co jest charakterystyczne dla operetki. Andrew Lloyd Webber, uważa nawet, że nie ma granicy między musicalem a operą i udowadnia to w swoich kompozycjach.

AMS: Wśród wielu realizacji, jakich się Pan podjął do tej pory – m.in. licznych musicali, spektakli opartych na znanych i lubianych piosenkach, a także widowisk dramatycznych jak chociażby Wesele czy Zemsta – nie ma jeszcze klasycznej operetki.

JJ: Rzeczywiście realizacją Zemsty nietoperza w Krakowie debiutuję jako reżyser tego gatunku.

AMS: Skąd taka decyzja?

JJ: Dostałem propozycję od wspaniałego artysty, dyrektora Ryszarda Karczykowskiego i postanowiłem spróbować.

AMS: Czym Pana zafascynowała Zemsta nietoperza, że podjął Pan wyzwanie?

JJ: Operetka ta jest znakomicie muzycznie skonstruowana przez Straussa. A do tego historia okazuje się dosyć zabawna. Dialogi, które padną na scenie w tłumaczeniu Juliana Tuwima, są bardzo dowcipne i nadal aktualne, a piosenki znakomite. Słuchając świetnych tłumaczeń można zrozumieć Jeremiego Przyborę, który często mówił, że Tuwim był dla niego wzorem. W Zemście nietoperza nie czuje się, że jest to opowieść sprzed stu lat.

AMS: Nie obawia się Pan, że opowiedzenie tej historii w formie klasycznej operetki może wydać się przestarzałe w dzisiejszych czasach?

JJ: Absolutnie nie. Jeżeli nam się uda zrobić spektakl zabawny, z wartką narracją, korzystający ze współczesnych środków wyrazu, to może widowisko stać się ciekawą propozycją, wzbogacająca ofertę Opery Krakowskiej.

AMS: Czy choreografia będzie odgrywała dużą rolę w tym przedstawieniu?

JJ: Na pewno tak, zwłaszcza w II akcie, gdy akcja przedstawienia przenosi się na salę balową i taniec siłą rzeczy staje się ważną częścią składową tego opowiadania. Choreografia jest także ważna m.in. w I akcie, który bardzo mnie bawi i ciekawi, gdzie pojawią się sceny kilkuosobowe, wymagające bardzo precyzyjnej pracy z rekwizytem. Każdy gest i każdy ruch na scenie będzie miał swój rytm, czyli otrzyma na swój sposób opracowanie choreograficzne.

AMS: Gdyby Pan miał dla siebie znaleźć rolę w Zemście nietoperza, to kogo chciałby Pan zagrać? Jaka postać byłaby Panu najbardziej bliska?

JJ: Nie jestem klasycznym śpiewakiem…

AMS: …ale gdyby?

JJ: Gdybym mógł, to najbardziej chciałbym się wcielić w postać Eisensteina, ponieważ ta rola wydaje mi się najtrudniejsza. Operetka to trudny gatunek teatralny. Trzeba sporo umieć, aby być wiarygodnym, śmiesznym i naturalnym i jednocześnie znakomicie śpiewać.



Recenzje

Głosy recenzentów po premierze:

”To prawda, że przekład Zemsty nietoperza dokonany przez Juliana Tuwima wciąż zachowuje świeżość. Ale Józefowicza zainspirował on do serii scenicznych gagów, więc powstał spektakl o świetnym tempie ....(...). Także dzięki efektownym dekoracjom i kostiumom”.

„Orkiestra gra lekko, współtworząc klimat spektaklu. Dzięki temu Johann Strauss zdecydowanie odmłodniał w Krakowie. Reżyser postawił wysokie wymagania solistom i wieli z nich stworzyło udane role, zwłaszcza Anita Maszczyk, pokojówka Adela marząca o scenicznej karierze czy Przemysław Rezner jako dr Falke, czyli mściwy nietoperz”.

”Klasą dla siebie jest Janusz Ratajczak w roli wplątanego w sieć intryg Eisensteina, który nawiązał do wspaniałych tradycji polskiej operetki”.

(...) Zemsta nietoperza przywraca wiarę w wartość teatralnego rzemiosła i proponuje trzy godziny zabawy w dobrym stylu. To wcale niemało”.

Jacek Marczyński, Rzeczpospolita, 20 grudnia 2005

„Takiej operetki jeszcze w Krakowie nie widzieliśmy. Takiego rozmachu, takiej scenografii takiego bogactwa kostiumów”.

”Na scenie jest bogato, solidnie, realistycznie. (...) Bogate, solidne i dopracowane są też kostiumy. Żadnych materiałów zastępczych - jedwabie, aksamity, brokaty, futra, strusie pióra, hafty, koronki. Jest na co popatrzeć, zwłaszcza, ze dziś w mało którym teatrze widzi się historyczne stroje”.

Joanna Targoń, Gazeta Wyborcza, Gazeta w Krakowie, 20 grudnia 2005

„Reżyserii i choreografii podjął się Janusz Józefowicz, który wyczarował na scenie świat końca XIX wieku. Przedstawienie lekkie i dowcipne podobało się bardzo publiczności, która nagrodziła artystów brawami na stojąco. (…) Kierownictwo muzyczne nad spektaklem objął Uwe Theimer, specjalista od Straussa z wiedeńskiej Volksoper. Takiego wykonania uwertury chciałoby się posłuchać jeszcze raz.”

AMS, Dziennik Polski, 20 grudnia 2005

„Inscenizacja Józefowicza przepojona jest ruchem scenicznym, a wykonawcy nie ograniczają się jedynie do śpiewu. Reżyser, specjalizujący się do tej pory we współczesnych musicalach, nie porzucił, co mu się chwali, stylu klasycznej operetki, i to zarówno w formie, jak i wykonaniu. Ze sceny tchnie duchem epoki sprzed ponad 100 lat, choć wydaje się, że Julian Tuwim libretto przetłumaczył całkiem niedawno.”

”(…) wyróżniają się Anita Maszczyk (Adela)- z tą rolą już niedługo będzie mogła pokazać się w Europie – i Ewa Biegas (Rosalinda), a także świetny Janusz Ratajczak (Eisenstein) oraz Adam Zdunikowski (Alfred)”.
„…operetka Straussa dowodzi, że Krakowska Opera od dawna prezentuje coraz wyższy poziom. I można sobie wyobrazić, jakie będą jej świetne przedstawienia, gdy przeniesie się ona do nowego gmachu”.

Paweł Dybicz, Przegląd, 8 stycznia 2006

„Ów sukces, jakim zakończyły się premierowe spektakle w Krakowskiej Operze (Kraków nigdy dotąd nie wystawiał Zemsty) to przede wszystkim zasługa ekipy. Jeśli Strauss to lekkość muzyki i taniec – obie te jakości zyskały realizatorów wręcz wymarzonych. Kierownictwo muzyczne powierzono Uwe Theimerowi – austriackiemu dyrygentowi i kompozytorowi specjalizującemu się w muzyce Straussa. Theimer, od 1975 r. dyrygent Wiener Volksoper, asystował takim tuzom jak Karl Böhm, Lorin Maazel czy James Levine”.

„Balet Opery zasilono dodatkowo członkami Klubu Tanecznego Politechniki Krakowskiej, a w finale akrobatą, który pod postacią tytułowego nietoperza daje popis efektownej podniebnej ekwilibrystyki”.

„Sprawcami sukcesu krakowskiej premiery okazali się też wykonawcy – w przeważającej mierze gościnni. Z oglądanej przeze mnie drugiej obsady wyróżnię zwłaszcza dwie panie: Ewę Biegas i Martę Boberską. Pierwsza, odtwórczyni roli Rosalindy, to śpiewaczka nie tylko o pięknym mocnym głosie, ale i dużych możliwościach aktorskich – z nerwem komicznym na czele. Atutem drugiej - operetkowej Adeli – jest dźwięczny i miły dla ucha głos. Nie zawiedli też panowie: Janusz Ratajczak (Eisenstein), debiutujący na krakowskiej scenie Tadeusz Szlenkier (Alfred), Artur Ruciński (Dr Falke) i Andrzej Biegun (Frank)”.

Monika Partyk

„Ze spokojem mogę powiedzieć, że inscenizacja dzieła Straussa w Operze Krakowskiej to sukces naszej sceny”.

”Postarano się o dobre, młode głosy. W obu spektaklach w Rosalindę wcieliła się Ewa Biegas obdarzona nie tylko pięknym głosem, ale i dużymi zdolnościami aktorskimi. Uroczą, pełna wdzięku Adelą była w niedzielę doskonała głosowo Anita Maszczyk. Młodą artystkę chciałoby się częściej widzieć na krakowskiej scenie”.

Anna Woźniakowska, Dziennik Polski, 21 grudnia 2005