A A A
normalny kontrast | duży kontrast

„Czasem muszę sobie zrobić bałagan” – rozmowa z Katarzyną Aleksander-Kmieć

26.04.2019

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Katarzyną Aleksander-Kmieć, pedagogiem Zespołu Baletu Opery Krakowskiej, choreografem i autorką nowego układu choreograficznego do "Bolera" Maurice'a Ravela. Układ zostanie zaprezentowany podczas dwóch wieczorów baletowych Révérence, 27 i 28 kwietnia 2019 w naszym teatrze.

Mateusz Ciupka: Od początku tego sezonu artystycznego pracuje pani jako pedagog naszego zespołu baletowego. Cofnijmy się jednak do tego czasu, gdy jeszcze nie uczyła pani innych, ale uczyła się. Kształciła się pani w Stanach, w Konserwatorium Tańca im. Barata w Lake Forest, Illinois. Jak tam było?

Katarzyna Aleksander-Kmieć: Panowała zasada "jeśli sama czegoś nie zrobię, to tego nie będzie".

Samodzielność przede wszystkim?

Tak. Ja sobie to bardzo ceniłam. Na początku czułam się zagubiona, nawet trochę zlekceważona, że nie zwracano na mnie tyle uwagi, ile bym oczekiwała. Korekty były dla wszystkich, mało uwag indywidualnych. Jeśli tancerz ich nie wykonywał, nie stosował się, odpadał – naturalna selekcja.

Czy to jest także pani sposób pracy z naszymi artystami?

Chyba jednak trochę naciskam...

W jaki sposób?

To płynie ze mnie – ja też mam swoje emocje i one znajdują ujście. Czasem głos mi się podnosi, biegam za nimi po sali i popędzam, gdy potrzebuję więcej prędkości, dynamiki i energii. Ale to działa w dwie strony – ja biorę od nich, ale chcę też dać im to, co ja czuję, aby oni też z czegoś czerpali.

Uprawianie sztuki musi się wiązać z wysiłkiem. Bywa także destruktywne dla organizmu. Balet jest w tej mierze szczególny. Raczej nie zdarzają się tancerze, którzy jak niektórzy skrzypkowie czy pianiści mogą występować do późnych lat swojego życia. Spore poświęcenie.

Jeśli ktoś traktuje to jako poświęcenie, oddawanie ze smutkiem kawałka swojego życia, nie powinien tego zawodu wykonywać. On dużo daje. My dajemy i on daje.

Lubi pani uczyć?

Lubię poznawać nowych ludzi, patrzyć na to, co udaje się w nich odkryć. Tak, lubię uczyć. Transformacje z larwy do motyla to najpiękniejsze momenty, jakie pamiętam w życiu. To chwila, gdy ciało zaczyna rozumieć i łączyć się z tym, co czuje środek. Wyłania się cała paleta barw i emocji. Fajne, nie?

Katarzyna Gardzina-Kubala, autorka jednego z niewielu w Polsce blogów poświęconych baletowi pisała w maju zeszłego roku: "Jakoś powolutku odradza nam się tradycja urządzania gal baletowych. Wprawdzie trudno mówić o jakimś wszechobecnym trendzie (...) ale coś się dzieje". Blogerka dodaje: "Byłabym oczywiście niesprawiedliwa, nie wspominając o tradycyjnych letnich galach baletowych w Krakowie". Czy Pani zdaniem formuła gali baletowej lub wieczoru baletowego ma potencjał, by przekonać, przyciągnąć nowych miłośników tańca? Czy myśli Pani, że taka jest rola „Révérence”?

Jest to coś bardzo naturalnego. W wielu teatrach to stała pozycja repertuarowa – krótsze formy, zebrane w jeden program. Taka forma jest ciekawa i różnorodna. Jestem za tym, żeby takie wydarzenia organizować. Nowe formy, choreografie, spotkanie z różnymi twórcami są niezbędne także dla artystów, dają oddech, napędzają, motywują. Wszyscy potrzebujemy nowych bodźców.

Wielu znawców baletu narzeka, że wiedza na temat jego technicznych aspektów jest mała albo wręcz zerowa. Mimo to publiczność wyczuwa, że taniec opowiada jakąś historię i wywołuje emocje.

To jest nasz cel – aby dotrzeć do uczuć, serc. Nie chodzi przecież o to, by oceniać, jakie ktoś ma podbicie, jak długie mięśnie, jak wysoko podniesie nogę, choć to oczywiście ma znaczenie, bo kunszt i jakość techniczna są niezbędne, by zbudować atmosferę spektaklu. Tancerz trenuje ciało, aby mogło przekazywać pewną treść. Technika jest środkiem komunikacji.

A układ choreograficzny? Przygotowywała pani układy do przeróżnej muzyki – była poezja śpiewana, muzyka dla teatru dramatycznego, mnóstwo arcydzieł muzyki klasycznej, spektakle operowe. Czy ma pani jakiś swój sposób, metodę prowadzenia tej komunikacji z widzem? Czy może każdy kolejny projekt traktuje pani jako zupełną nowość?

Zawsze zaczynam od muzyki i od zagłębienia się w dzieło, do którego choreografię mam zbudować. Muszę nad nim usiąść, rozrysować, przemyśleć dramaturgię, zdecydować, gdzie chcę powiedzieć więcej, a gdzie pozostawić widzowi pole do interpretacji. Zadać sobie wiele pytań. Czasem to wszystko rozwalam i robię na nowo, jednak potrzebuję bazy, podstawy. Nie mogę chodzić zawsze tą samą ścieżką, bo to byłoby nudne. Muszę sobie zrobić bałagan. Jeśli coś idzie za gładko, to znaczy, że jest źle.

Co w naszym teatrze było dla pani największym wyzwaniem?

Opera nie jest dla choreografa łatwą materią. Ale szczególnie wspominam „Kartki z niezapisanego dziennika” Krzysztofa Pendereckiego w spektaklu „Emocje”. Genialna muzyka. Mnóstwo czasu musiałam poświęcić, aby usłyszeć w niej każdą nutę, każdy oddech i zrozumieć to po swojemu, a potem przełożyć na ruch.

W programie „Révérence” jest choreografia, którą Pani stworzyła do „Bolera” Maurice’a Ravela, które – o czym się nie zawsze pamięta – powstało z myślą o balecie. To powtarzający się temat z dochodzącymi instrumentami. Jaką historię pani chce opowiedzieć z wykorzystaniem tej muzycznej koncepcji?

Tego panu nie powiem. Tam jest nasza, moja i tancerzy, opowieść, ale nie roszczę sobie prawa do narzucania odbiorcy interpretacji i uczuć. Jeśli przynajmniej część tej opowieści dotknie widza – to wspaniale.

Do „Bolera” powstało wiele znanych i uznanych choreografii – czy zabierając się do pracy, czuła pani ciężar tej tradycji na swoich barkach, czy raczej starała się pani go odrzucić lub z nim dialogować?

Pomysł stworzenia choreografii do tego utworu nie był mi bliski. Potrzebowałam czasu, żeby ze sobą porozmawiać o tym, jak odejść od dzieł, które już powstały i nie sugerować się nimi, a to trudne. To tak charakterystyczna muzyka, z ogromną siłą, dobrze znana. Mam wrażenie, że każdy człowiek słyszał „Bolero”, nawet gdy sobie z tego nie zdaje sprawy, zaś wiele osób, nawet niezwiązanych z tańcem widziało choreografię Maurice'a Béjarta lub przynajmniej o niej słyszało. Musiałam zdecydować, czy jestem w stanie się od tego odwrócić, zapomnieć i zmierzyć się z tą muzyką po swojemu.

Zatem nie możemy się doczekać efektu! Dziękuję za rozmowę.

 

Zachęcamy także do posłuchania reportażu Ewy Szkurłat z przygotowań do Révérence. O swojej pracy opowiadają: Bożena Kowalska, Gabriela Kubacka, Mizuki Kurosawa, Mariana Sanchez-Morfin, Maciej Pluskowski i Elena Korpusenko, kierownik zespołu.

REPORTAŻ „WOKÓŁ SCENY” - „Révérence” czyli Międzynarodowy Dzień Tańca w Operze Krakowskiej