A A A
normalny kontrast | duży kontrast
Loteria na mężów czyli Narzeczony nr 69

Terminy

Brak informacji o datach

Loteria na mężów czyli Narzeczony nr 69

Kompozytor: Karol Szymanowski

Operetka
Oryginalne libretto: Julian Krzewiński-Maszyński
Współczesny pomysł i tekst teatralny: Wojciech Graniczewski
Światowa prapremiera: 5, 12 listopada 2007, Kraków 


Realizatorzy:

  • Reżyseria: Józef Opalski
  • Tekst: Wojciech Graniczewski
  • Kierownictwo muzyczne: Piotr Sułkowski
  • Scenografia i kostiumy: Agata Duda-Gracz
  • Reżyseria świateł: Piotr Pawlik
  • Choreografia: Iwona Runowska-Badurek, Jacek Badurek
  • Przygotowanie Chóru: Marek Kluza
  • Asystentka reżysera: Magdalena Rut
  • Współpraca wokalna: Helena Łazarska
  • Współpraca muzykologiczna: Teresa Chylińska
  • Asystent scenografa, instalacje i maszyny: Adam Łucki
  • Korepetytor solistów: Irena Celińska-Głodek, Kristina Kutnik, Monika Swarowska-Walawska, Natalia Wasidlow
  • Konsultant wokalny: Imeri Kawsadze, Teresa Wessely
  • Opracowanie redakcyjne partytury: Barbara Stryszewska

 


Obsada:

  • Notariuszka/Radczyni Dagmar Bilińska
  • Ewa Huk Iwona Budner
  • Caroline Williams Katarzyna Krzanowska
  • Sara Helgoland Małgorzata Kochan-Dziwisz
  • Impresario Andrzej Biegun
  • Tobiasz Helgoland Kazimierz Różewicz
  • Jack, kamerdyner Tobiasza Adam Sadzik
  • Charly Helgoland Ryszard Kalus
  • Darly Helgoland Adam Sobierajski
  • Tim Williams Franciszek Makuch
  • Eveline Huck Joanna Dobrakowska
  • Mrs Troodwood Monika Swarowska-Walawska
  • Sara Troodwood Agnieszka Tomaszewska
  • Molly Troodwood Agnieszka Cząstka
  • Sherlock Holmes Jan Nosal
  • Djep Jakub Sazanów
  • Druciarz Michał Wajda-Chłopicki
  • Ketty Marta Poliszot
  • Fanny Joanna Rakoczy
  • Lotti Lucyna Ordon-Klimczak
  • Mimi Lidia Pirowska

    oraz
    Orkiestra, Chór i Balet Opery Krakowskiej

Czy starym pannom uda się na loterii wylosować wymarzonego męża?

Sara, Ewa i Caroline, spadkobierczynie ekscentrycznego wuja Charly’ego, udają się na strych jego willi , gdzie Notariuszka odczytuje jego testament. Okazuje się, że Wuj zapisał swoją fortunę na rzecz Klubu Wesołych Wdowców oraz Klubu Starych Panien, a swoim krewniaczkom pozostawił jedynie prawo do zabrania ze strychu pamiątek rodzinnych. Dziewczyny przeszukują strych i odnajdują kolejno rozmaite przedmioty, dokumenty i fakty z przeszłości Wuja. Każdy z nich pozwala odkryć szczegóły historii sprzed stu lat i rozwikłać pierwotną intrygę operetki...

27 marca w naszym teatrze miała odbyć się premiera "Orfeusza w piekle" - niestety zagrożenie wybuchem epidemii pokrzyżowało te plany. Dlatego proponujemy w tym samym dniu, o tej samej godzinie inne dzieło lekkiej muzy - "Loterię na mężów", ale nie w gmachu teatru, tylko w domowym zaciszu za pośrednictwem kanału YouTube Opery Krakowskiej:

 

 


Artykuły:

(...) to tu rewelacyjna Bożena Zawiślak-Dolny śpiewa komiczna arię, w trakcie której poddaje się masażowi i odnowie biologicznej, wykonywanej przez przystojnych młodzieńców.

(...) orkiestra dostosowała się do lekkości i subtelnego humoru wymyślonych przez reżysera scen, którym przysłużyła się także wysmakowana scenografia Agaty dudy-Gracz.

Magdalena Huzarska, Gazeta Krakowska, 7.11.2007

Kto dla posłuchania innego Szymanowskiego wybierze się na „Loterię na mężów”, będzie usatysfakcjonowany zwłaszcza, że Piotr Sułkowski dyryguje tą muzyką z wyczuciem.

Jacek Marczyński, Rzeczpospolita, 7.11.2007

Gdy żyjemy pod presją banalnej kultury, operetka Szymanowskiego, będąca propozycją śmiechu finezyjnego, inteligentnego, odwołującego się do kultury, może stać się szlagierem.

Fragment wypowiedzi prof. Alicji Jarzębskiej dla Agnieszki Malatyńskiej-Stankiewicz, Dziennik Polski

 CZĘŚĆ PIERWSZA

SCENA I

Spadkobierczynie ekscentrycznego wuja Charly’ego, Sara z Wiednia, Caroline z Chicago oraz Ewa z Warszawy udają się wraz z Notariuszką na strych jego willi. Tam, zgodnie z jego wolą, odczytany zostaje testament. Okazuje się, że Wuj zapisał swoją fortunę na rzecz Klubu Wesołych Wdowców oraz Klubu Starych Panien, natomiast swoim krewniaczkom pozostawił jedynie prawo do zabrania ze strychu pamiątek rodzinnych. Po odczytaniu testamentu Notariuszka opuszcza strych, zatrzaskując klapę. Sara, Caroline i Ewa pozostają uwięzione w przestrzeni wypełnionej przeszłością ich tajemniczego Wuja.

SCENA II

Pierwsza scena z oryginalnego libretta operetki. Impresario w towarzystwie chóru Starych Panien ogłasza rozpoczęcie loterii na mężów, która ostatecznie wyeliminuje problem staropanieństwa. Na koniec pośród publiczności pojawia się Notariusza i reklamuje usługi prawne kancelarii Troodwood & Holmes, która przygotowała stronę prawną loteryjnego przedsięwzięcia.

SCENA III

Strych. Sara, Caroline i Ewa przeszukują zakamarki strychu w nadziei na znalezienie wartościowych przedmiotów. Nagle Sara natrafia na list miłosny wysłany do wuja Charly’ego przez kobietę o imieniu Sara i domyśla się, że mogła to być jej babcia.

SCENA IV

Kolejny fragment operetki. Sara wykonuje arię, w której marzy o wielkiej miłości.

SCENA V

Strych. Sara, Caroline i Ewa znajdują stary aparat fotograficzny – prezent dla wuja Charliego od jego brata Darliego. Scena. Duet braci Charly i Darly o ich fotograficznych przygodach podczas podróży po Ameryce oraz o planach otworzenia zakładu fotograficznego. Tymczasem Sara, Caroline i Ewa znajdują oglądają zdjęcia znalezione na strychu.

SCENA VI

Kolejny fragment operetki. Jack, kamerdyner Tobiasza Helgolanda, ojca braci Charly i Darly, informuje go o hulaszczych wyczynach jego synów, którzy zawieruszyli się gdzieś w mieście. Helgoland dzwoni na policję w ich poszukiwaniu i dowiaduje się o ich kolejnych wybrykach. Po chwili Charly i Darly pojawiają się w domu ojca, śmieją się z jego zastrzeżeń do ich rozrywkowego trybu życia i postanawiają natychmiast się udać na kolejną libację. Ojciec natomiast postanawia ich ukarać.

SCENA VII

Strych. Sara znajduje portret swojej babci jako młodej dziewczyny i postanawia go zatrzymać.

SCENA VIII

Zakład fotograficzny braci Charly i Darly. Pani Troodwood przyprowadza tu swoją córkę Sarę, w celu wykonania jej portretu, który ma uwiecznić jej urodę i zwiększyć jej szanse na zamążpójście. Fotograf Darly, po całonocnej libacji u boku swojego brata Charly, z trudem wykonuje fotografię, usiłuje bowiem przełamać ostre objawy kaca. Duet Sary i Darly’ego, z operetki, podczas którego Darly zakochuje się w swej pięknej klientce i rozpoczyna zaloty. Sara uważa swojego adoratora za człowieka niespełna rozumu.

SCENA IX

Strych. Caroline znajduje starą gazetę z 1909 roku, a w niej artykuł szczególnym wydarzeniu: loterii na mężów urządzonej przez nowojorskiego przemysłowca Tobiasza Helgolanda we współpracy z Klubem Wesołych Wdowców i Klubem Starych Panien, w której głównymi nagrodami będą atrakcyjni kawalerowie.

SCENA X

Kolejny fragment operetki. Prezesowa Klubu Starych Panien, Miss Eveline Huck (babcia Ewy), wykonuje kuplety na temat uroków posiadania męża.

SCENA XI

Caroline znajduje na strychu butelkę zacnego koniaku z 1909 roku. Kobiety raczą się doskonałym trunkiem, który rozwiązuje im języki. Rozpoczynają się rodzinne wspomnienia
i zwierzenia osobiste.

SCENA XII

Kolejny fragment operetki. Duet – pożegnanie Charliego i Darliego. Zauroczony piękną Sarą, Darly postanawia skończyć z hulaszczym życiem. Charly szydzi z nagłego nawrócenia swego brata i wysyła go do domu wariatów.

SCENA XIII

Strych. Caroline znajduje pośród starych dokumentów nominację Tima Williamsa na stanowisko prezesa Klubu Wesołych Wdowców.

SCENA XIV

Kolejny fragment operetki. Prezes Klubu Wesołych Wdowców, Tim Williams, wykonuje wraz z chórem swoich klubowych kolegów arię zawierającą przestrogi przed ponownym małżeństwem. Do klubowiczów dołącza Tobiasz Helgoland i wykonuje kuplety zawierające przestrogi przed pułapkami relacji damsko-męskich.

SCENA XV

Strych. Caroline znajduje dokumenty dotyczące loterii na mężów, przygotowane przez firmę prawniczą Troodwood & Holmes.

CZĘŚĆ DRUGA

SCENA I

Molly i inne przyjaciółki Sary udzielają jej rad, jak najlepiej okpić.

SCENA II

Radczyni sprawdza bilety paniom, które przybyły licznie na loterię w nadziei na wylosowanie atrakcyjnych kawalerów. Impresario rozpoczyna uroczyście pierwsze losowanie, które odbywa się w asyście Radczyni, czuwającej nad prawidłowym przebiegiem tego wydarzenia.

SCENA III

Popis Charly’ego jako pierwszego kandydata na nagrodę loteryjną. Ballada indiańska w jego wykonaniu wywołuje wielkie wrażenie na Sarze.

SCENA IV

Losowanie. Charly zostaje wylosowany przez Prezesową Kluby Starych Panien, Miss Huck.
Wielkie rozczarowanie Sary.

SCENA V

Zakochany w Sarze Darly błaga swego ojca o zwolnienie go z obowiązku udziału w loterii. Helgoland jest jednak bezwzględny i zmusza syna do wykonania popisu, który staje się pieśnią miłosną dedykowaną Sarze. Jego pragnienie się spełnia, bowiem to właśnie Sara, wygrywa go na loterii. Natomiast Sara, zadurzona w Charly’m, jest zrozpaczona.

SCENA VI

Sara, Caroline i Ewa uwięzione na strychu usiłują się bez skutku wydostać z tej pułapki.

SCENA VII

Popis Tima Williama, Prezesa Klubu Wesołych Wdowców, jako trzeciego kandydata na loteryjną wygraną. Darly zaprasza wszystkich na swe zaręczyny. Przestraszony perspektywą ślubu z Miss Huck, Prezesową Klubu Starych Panien, Charly planuje ucieczkę. Okazuje się, że Molly posiada los, dzięki któremu wygrywa Tima Williama na swojego męża.

SCENA VIII

Caroline znajduje na strychu ulubioną książkę swojej babci – „Przygody Sherlocka Holmes’a” .

SCENA IX

Sara przychodzi do zakładu fotograficznego, by odebrać zamówiony portret. Przekonana, że ma do czynienia z Darly’m, postanawia go zwolnić ze zobowiązań loteryjnych, bowiem kocha innego. Okazuje się jednak, że w zakładzie przyjmuje ją Charly. Gdy ten dowiaduje się, że jest przedmiotem westchnień tej pięknej panny, natychmiast się w niej zakochuje i wykonuje pieśń miłosną.

SCENA X

Pojawia się Druciarz, który wykonuje pieśń o królowej zakochanej w paziu.

SCENA XI

Strych. Kolejna nieudana próba otworzenia zatrzaśniętej klapy. W dodatku telefony komórkowe nie mają zasięgu.

SCENA XII

Zaręczyny zwycięzców loterii. Pojawiają się trzy panny, które wylosowały główne nagrody.
Charly bierze los w swoje ręce, żegna się na zawsze ze swym bratem i salwuje się ucieczką, by ocalić swą wolność.

SCENA XIII

Tobiasz Helgoland dowiaduje się o ucieczce swego syna, Charly’ego oraz o przybyciu słynnego detektywa.

SCENA XIV

Kolejny fragment operetki. Pojawia się Sherlock Holmes, który wykonuje kuplety na temat przygód ze swoimi klientami.

SCENA XV

Na strychu pojawia się Sherlock Holmes, który prezentuje rozwiązanie zagadki. Okazuje się, że Sara, Caroline i Ewa są wnuczkami wuja Charliego.

FINAŁ

Pisząc swoją Operetkę Witold Gombrowicz wyznał: "Mnie zachwyciła forma operetkowa, jedna z najszczęśliwszych, moim zdaniem, jakie wytworzyły się w teatrze, boski idiotyzm, niebiańska skleroza, teatr doskonały, doskonale teatralny". Szymanowskiego też zawsze pociągała teatralna gra, teatralna zabawa, element parodii, groteski, umowność zdarzeń, dowcip i humor. Teatr muzyczny będzie fascynacją jego kompozytorskiego życia, zaś opera komiczna niespełnionym marzeniem. W 1920 r., poproszony przez Leona Schillera o muzykę do Molierowskiego Mieszczanina szlachcicem – kompozytor błyśnie najprzedniejszym poczuciem humoru, pokaże, że potrafi się śmiać jak nikt przed nim w muzyce polskiej. Powstanie wtedy pantomima Mandragora, małe arcydziełko instrumentacyjnego dowcipu. Z dystansem właściwym zabawie opowiada w niej Szymanowski z przymrużeniem oka barwną historyjkę parodiując sytuacje, zachowania i osoby, a używa do tego celu efektów ilustracyjnych, nawet dźwiękonaśladowczych, niekiedy groteskowo przerysowanych, jaskrawych – jak przystało jarmarcznemu humorowi komedii dell’arte.

Śmiech i zabawa towarzyszyły dzieciństwu i młodości Szymanowskiego. Tymoszowiecka młodzież wraz z zastępami muzykalnych kuzynów dawała upust swemu poczuciu humoru urządzając artystyczne kabarety, komiczne żywe obrazy, parodiując ludzi, sytuacje, a nawet całe przedstawienia operowe. Jarosław Iwaszkiewicz wspominał: „Pamiętam piękny kwartet włoski śpiewający piosenki ludowe i akompaniujący sobie na rakietach tenisowych, do kwartetu należał Karol, Nula i Zioka Szymanowscy oraz Kruszyński. Clou jednak całego przedstawienia był taniec Salome z opery Straussa w wykonaniu Feliksa Szymanowskiego, miał mu akompaniować Artur Rubinstein, ale wiozący go samochód ugrzązł w jakiejś kałuży w czasie burzy, która wybuchła tego wieczora. Zastępował go Karol, wykonując ów epizod Straussowskiej opery. W pewnym momencie tańca ustawiono na scenie półmisek z głowa Johanaana, zgrabnie wykonaną z dyni przez Nulę Szymanowską. Feliks w kruczej peruce, w pięknym stroju, który w znacznej mierze był dziełem Nuli, przejął się swoją rolą, i przypominam sobie, że taniec ten nie zrobił na mnie wrażenia karykatury – przeciwnie, bardzo mi się podobał.” Znakomicie sparodiowano kiedyś w tymoszowieckim „cyrku” Fausta Gounoda. „Opera odśpiewana została w wielkim skrócie, ale prawie bez błędu, z Felciem w roli głównej i Nunem Zbyszewskim jako Małgorzatą, który w nieodzownej żółtej peruce odśpiewał przy kołowrotku wysokim falsetem arię z klejnotami, nie pomijając żadnej koloratury, przy czym widownia ryczała ze śmiechu.”

„Co znaczy śmiech?” – pytał Henri Bergson w swym studium o śmiechu właśnie. „Cóż takiego tkwi w śmieszności? Co by miały wspólnego mina błazna, gra słów, qui pro quo z wodewilu, scena z wyrafinowanej komedii? Jakich destylujących środków potrzeba, by wydzielić ową zawsze tożsamą substancję, której tyle rozmaitych tworów zawdzięcza tak rubaszny albo tak subtelny odcień?” U Szymanowskiego ta tajemnicza substancja, czyli śmiech, jest obecna w całej jego twórczości w przeróżnych odmianach. Pojawia się jako muzyczny żart, pastisz, groteska, parodia, bufonada i ironia. Przebłyskuje w młodzieńczym walczyku (dziewiątej wariacji z fortepianowego Opusu 3), jest w menuecie z I Sonaty fortepianowej, w Pustelniku z Barwnych pieśni, we wszystkich fugach scherzando e buffo lub scherzando e capriccioso w sonatach fortepianowych, w politonalnym pomyśle z I Kwartetu smyczkowego. W Maskach błazenada i śmiech złączyły się z tragicznym grymasem, z Rymów dziecięcych na odmianę płynie pogodny, wesoły uśmiech. Nawet w lirycznych Harnasiach nie obyło się bez humorystyczno-groteskowej postaci Wdowy.

W roku 1906, po pierwszym koncercie kompozytorów Młodej Polski w Muzyce, krytycy pasowali młodego Szymanowskiego na geniusza. Potem uniesienie nieco przygasło, zaczęto się podejrzliwie przyglądać flirtowi młodego twórcy z muzyką i poezją niemiecką. Kompozytor tymczasem szukał swojej drogi, strzegąc zazdrośnie prawa do artystycznej niezależności. Aż nadszedł czas jakiegoś zawieszenia, braku twórczej energii, pierwsze sukcesy odeszły w przeszłość. Znacznie lepiej wiodło się Grzegorzowi Fitelbergowi, którego dyrygencka sława zataczała coraz szersze kręgi, zachwycali się nim krytycy berlińscy, sam Ryszard Strausss powierzył mu prowadzenie swoich kompozytorskich koncertów. Wśród kolegów „młodopolaków” Fitelberg cieszył się najwyższym autorytetem jako mistrz instrumentacji. Wiosną 1908 r. Karol odbył podróż do Włoch, potem jeszcze spędził razem z Ficiem jakiś czas w Wiedniu, gdzie pośród zabaw i towarzyskich uciec mocno się „wyszastali z pieniędzy”. Przyszło im wtedy do głowy, żeby może wspólnie napisać „coś lżejszego”, jakąś muzyczkę dla wzmocnienia nadwątlonej kasy. Zapotrzebowanie na operetki w Wiedniu wydawało się nieograniczone. W latach poprzedzających I wojnę światową operetka rzeczywiście przeżywała wielki rozkwit i to nie tylko w Wiedniu i Berlinie, ale doskonale prosperowała także w Warszawie i Lwowie. Pełnym blaskiem błyszczały gwiazdy Messalówny, Kaweckiej, tysiące wielbicieli podziwiało dwie Heleny: Miłowską i Schuppówną. W drodze powrotnej z Wiednia do Tymoszówki Karol zatrzymał się we Lwowie - znał dobrze śpiewaka operowego (krajana z Ukrainy) Michała Prawdzica-Leymana, który zetknął go z młodym, zdolnym aktorem komicznym lwowskiej operetki, Julianem Maszyńskim, występującym pod pseudonimem Krzewiński (synem kompozytora Piotra Maszyńskiego). Ten równolatek Karola – mieli wówczas po 26 lat – odznaczał się niezwykłym dowcipem, w niedalekiej przyszłości będzie autorem wielu librett komicznych i operetkowych, tekstów piosenek. Doskonale się od razu z Szymanowskim porozumieli. Teraz sprawy potoczyły się błyskawicznie. Krzewiński koncypuje nawet nie jedno, a dwa libretta, Szymanowski wybiera Loterię na mężów – nieco zwariowaną historyjkę, która dzieje się „w naszych czasach w Ameryce”. Kompozytor podniecony zaprasza Fitelberga na lato do Tymoszówki: „gdybyś do nas przyjechał, to musimy operetkę napisać”. I za chwilę: "Pod wielkim sekretem powiem Ci, że przywiozę ze sobą dwa operetkowe libretta. Nie mów tylko nikomu o tym. Będziemy robili karierę." Ficio jednak nie przyjechał, wobec czego Karol przez całe lato 1908 r. sam ochoczo i ze smakiem komponował operetkę, której tytuł najpierw brzmiał Główna wygrana, potem Loteria na mężów, na koniec Loteria na mężów (Narzeczony Nr 69). Operettka w 3 aktach. Po głowie chodziły mu wspomnienia ze znanych wiedeńskich, berlińskich, lwowskich, warszawskich i krakowskich kabaretów, tingle-tanglów, music-hallów. Jak żywe stawały w oczach scenki z café-chantanów prawdziwych i tych parodiowanych w czasie tymoszowieckich zabaw. Pisał pełen ciekawości, doskonale się przy tym bawiąc. Ale gdy jesienią przyjechał do Warszawy – spotkało go przykre rozczarowanie - Fitelbergowi ani w głowie była wspólna praca nad operetką. Nowy kierownik artystyczny Filharmonii Warszawskiej, Henryk Melcer, powierzył właśnie Fitelbergowi prowadzenie w sezonie 1908/1909 dwunastu koncertów. To było wielkie i ambitne wyzwanie, droga do prawdziwej kariery. Szymanowski został sam, ponieważ jednak nie znosił połowiczności – pracy nad Loterią nie porzucił. Na przełomie 1908 i 1909 r. gotowa była partycja fortepianowa z wpisanymi głosami solowymi i partiami chóralnymi. Zacisnąwszy zęby kompozytor zabrał się do opracowania partytury – przy której wedle dawnych planów miał mu pomagać Ficio. „Nieszczęście z operetką, tak mi oczorciała, a czuję, że muszę ją skończyć nareszcie”. Wreszcie 28 X 1909 z ulgą zapisał ostatnią z liczącej 396 stron partytury. Autorstwa swego wprost nie ujawnił jednak ani w partycji, ani w partyturze: tu umieścił jedynie pseudonim „Whitney”.

Jednocześnie dobiegł końca „pusty” czas w kompozytorskiej biografii Szymanowskiego– gdy kończył partyturę Loterii, wyobraźnią jego zawładnęło nowe, wielkie dzieło: II Symfonia. Niebawem powstanie wspaniała II Sonata fortepianowa, nadejdą wielkie artystyczne sukcesy w Warszawie, Berlinie, Wiedniu i Lipsku – prawdziwa kompozytorska kariera. Już nie trzeba jej było podpierać płochą operetką. I tak Loteria, zamiast mieć dwóch ojców, została porzuconą sierotą. Na razie zresztą jeszcze nie zupełnie. Szymanowski zdał sobie sprawę, że trudno by mu było w Loterii konkurować ze Straussem, Leharem, Zellerem czy Kálmánem, miał jednak poczucie, że napisał całkiem niezłą muzykę. Umocniła go w tym opinia doświadczonego kompozytora, Piotra Maszyńskiego, który na widok partytury swego młodszego kolegi nie krył entuzjazmu: „Partycja Głównej wygranej pełna jest nowych efektów, godnych w niektórych swych częściach najpoważniejszej muzyki. Piękne, oryginalne melodie są zasnute misterną koronką polifonii i kontrapunktu. Wszystko zaś wyposażone w tak niezwykłe, tak pociągające i piękne dla ucha harmonie, że trudno mi było porównać tę młodą twórczość pod względem harmonizacji z jakąkolwiek znaną mi z czasów dawniejszych i obecnych”.

Sukcesy kompozytorskie Karola w Wiedniu i sukcesy dyrygenckie Fitelberga, którego wspierał ustosunkowany na dworze cesarskim mecenas artystów, Władysław książę Lubomirski, spowodowały, że przyjaciele z czasem zainstalowali się w Wiedniu. Książę miał dwie wielkie pasje: wyścigi konne i ambicje kompozytorskie. Był jednak amatorem, potrzebował w muzycznych sprawach pomocy – tę świadczył mu Fitelberg. I właśnie w kwietniu 1912 r. w Raimund Theater odbyło się prawykonanie ni mniej ni więcej tylko... operetki księcia Lubomirskiego pt. Die liebe Unschuld – operetki, której partyturę pomagał księciu pisać Fitelberg. Powróciła pokusa i nadzieja: Szymanowski zamawia niemieckie tłumaczenie swej Loterii, może Ficio i książę ulokują i jego operetkę na którejś z wiedeńskich scenek? Niestety – zamiast tego podsunęli mu libretto solennej, przeraźliwie poważnej opery Hagith. Sen o „płochym figliku” rozpłynął się bezpowrotnie, a nad Loterią zapadła odtąd niczym nie zamącona cisza. Nie znajdziemy o tym utworze ani słowa w korespondencji kompozytora, w udzielanych przezeń wywiadach, nie umieścił jej Szymanowski w żadnym ze spisów swych kompozycji. Nie wspominają o niej bliscy – rodzina, przyjaciele, tak jakby Loteria w ogóle nigdy nie istniała.

Wynurzyła się z tego swoistego niebytu dopiero po śmierci Szymanowskiego, Polskie Radio zamówiło nawet kopię orkiestrowej partytury – może myślano o antenowym wykonaniu? W każdym razie recenzent muzyczny i pracownik Polskiego Radia, Karol Stromenger, pisał: „Muzyka Loterii na mężów zachowała się w autentycznej partyturze. Zagubił się tylko tekst prozą, łączący partie muzyczne. Autor libretta, Julian Krzewiński, w 32 lata po jego napisaniu, już nie przypomina sobie szczegółów dokładnie.” I dodał: „Warto się temu <frywolnemu> utworowi przyjrzeć obecnie, kiedy Radio, <teatr niezliczonych premier>, każdej chwili może włączyć Loterię na mężów do swego repertuaru pokazowego.” Niestety – Stromenger pisał te słowa w czerwcu 1939 roku, niecałe trzy miesiące przed wybuchem II wojny światowej.

Fitelberg, który znał doskonale partyturę Loterii, nigdy nie zdecydował się na przerwanie milczenia – właśnie dlatego, że był to tylko Karolowy kompozytorski „figlik”. Był konsekwentnym stróżem wielkości Szymanowskiego, któremu odmawiał prawa do muzycznej „płochości”. On to, gdy w 1929 r. Szymanowski znalazł wymarzone libretto do opery komicznej Ewa bawi się lalkami, pomysł wyszydził, uznał, że twórca Stabat Mater nie ma prawa do takich artystycznych kompromisów. Nie pomogły argumenty Karola, że to byłaby „zabawna muzyczna parodia dawnej opery, pomieszanie różnych romantycznych figur z nowoczesnością, b. dowcipne. Coś w tym rodzaju, co na małą skalę starałem się zrobić w baleciku Mandragora. Komizm pociąga mię i nigdy nie miałem sposobności go wykorzystać; [...[ nie mogę być ciągle taki uroczysty, tak jak w Stabat czy Rogerze, to bardzo męczące. [...[ Muszę trochę się muzycznie wyśmiać.” Trzeba żałować, że Szymanowski ostatecznie nie zmierzył się z operą komiczną – może mielibyśmy polski odpowiednik Straussowskiej Ariadny na Naksos?

Problem Loterii musiał jednak Fitelberga nurtować, skoro na trzy miesiące przez śmiercią sięgnął do zapomnianej partytury i 30 XII 1952 wykonał w Polskim Radio w Katowicach z Wielką Orkiestrą Symfoniczną PR trzy fragmenty - duet i dwa romanse, które zaśpiewali Natalia Stokowacka i Bogdan Paprocki.

Na trzyaktowe libretto Loterii składały się teksty śpiewane oraz teksty mówione, zespalające ze sobą sceny-numery muzyczne. Zachowały się, niestety, tylko teksty śpiewane, te podpisane pod nutami. Czym w istocie Krzewiński i Szymanowski pragnęli słuchaczy i widzów zabawić? Oto najkrócej przedstawiony zalążek pomysłu. Amerykański przemysłowiec Helgoland ma dwóch synów: Charly’ego i Darly’ego, zamiłowanych fotografów, przy tym wszakże nicponiów, przy czym Darly jest bardziej sentymentalny. Pomysłowy „impresario zabaw publicznych” postanowił urządzić loterię na męża, w której główną wygraną będzie młodzieniec. Loteria ze zrozumiałych względów wzbudza zainteresowanie klubu starych panien, ale obok nich zjawia się również pani Troodwood z córką Sarą, zatroskana o przeciągający się zbytnio jej panieński stan. Zjawiają się zwabieni zabawą synowie Helgolanda; Darly, oczarowany urodą Sary, wpisuje się na listę loteryjnych „fantów”. Odbywa się ciągnienie, zachodzi qui pro quo pomiędzy braćmi, ale w końcu po szeregu perypetii dochodzi do zaręczyn szczęśliwej pary: Sary i Darly’ego.

Wszystko dzieje się w atmosferze pozornej apoteozy małżeńskiego szczęścia – tęsknią za nim członkinie Klubu Starych Panien, sentymentalna panna Huck, która podniecona wizją głównej wygranej, zabawnie wyśpiewuje swe słodkie sny, ale już członkowie Klubu Wesołych Wdowców rozwiewają te naiwne marzenia – są szczęśliwi, że dobry los przywrócił im wolność. Jak dwuznaczne jest to wyidealizowane małżeńskie szczęście, wie dobrze wdowiec Williams, śpiewa o tym w zabawnych kupletach. Tobiaszowi Helgolandowi też nie brakuje sceptycyzmu – cytując stosowne przysłowia przestrzega synów przed naiwną łatwowiernością. Szczery liryzm pojawia się, gdy pomiędzy Sarą i Darlym rodzi się miłość.

Rzecz jasna nie to prościutkie fabularne zawiązanie decyduje o charakterze Loterii lecz sposób, w jaki Szymanowski znalazł się w tym nowym dla siebie świecie. A kompozytor wszedł doń z ciekawością, jakby rozglądając się spod lekko przymrużonych powiek, jakaż będzie ta jego operetka. Jest nieco onieśmielony, ale przede wszystkim rozbawiony, wszystko tu jest pół-żartem, pół-serio... Szymanowski sam sobie nie dowierza: dopiero co wstał od partytury I Symfonii, którą pogardliwie nazwał „monstrum kontrapunktyczno-harmoniczne”, a tu przekonuje się, że potrafi pisać muzykę jasną, klarowną, dowcipną i roztańczoną. Walce ewokują nastroje wiedeńskie, są też marsze, jest jeden z najpopularniejszych w owym czasie karnawałowych kadryli; w atmosferę Nowego Świata wprowadza kpiąco potraktowany przez Szymanowskiego cytat starej amerykańskiej melodii „Yankee Doodle” (Głupi Jankes – w odniesieniu do synów Helgolanda), dalej pojawia się ostatni krzyk mody za Oceanem, czyli amerykańsko-murzyński taniec cake-walk, jest zabawnie „stylizowana” indiańska („indyjska”) ballada. Nie brak i śmiałej macziczy, zrodzonej w półświatku brazylijskiej samby. Wszystko ujęte w tradycyjne formy klasycznych ansambli, romantycznych duetów i rozbudowanych finałów z chórem i tańcami. Ale najbardziej niezwykły i zaskakujący jest sposób, w jaki Szymanowski wykorzystuje dużą orkiestrę symfoniczną, pełną przecież hałaśliwych rogów, puzonów i trąbek, podwójnego drzewa, rozbudowaną o liczne instrumenty perkusyjne i harfę. Zamiast spodziewanego dźwiękowego pandemonium – powstaje uroczy akompaniament orkiestrowy, który płynie miękkimi, szerokimi łukami, przyprawiany co chwila pikantnymi harmoniami, barwnymi, zabawnymi pomysłami orkiestrowymi i dowcipnym wielogłosem.

Nie znając mówionego tekstu wiążącego poszczególne sceny, nie wiemy, jaką rolę pełniły w libretcie Krzewińskiego żartobliwe i zabawne kuplety Sherloka Holmesa, czy piosenka ulicznego druciarza o romansie królowej z paziem. Ale jest pewne, że zabawa obydwu młodych artystów zaczęła się już od momentu koncypowania libretta. Pisząc tekst lirycznego Romansu Sary Krzewiński puszcza do nas „perskie oko”, wplatając do sentymentalnego i prościutkiego tekstu przerobiony cytat z pięknego wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera:
„Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród żółtych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.”
U Krzewińskiego brzmi to: „Pójdziemy razem zamyśleni,
głowa przy głowie, w dłoni dłoń,
on będzie mężem mym, ja żoną,
Mirt będzie zdobił mą skroń!”
W przypadku Serenady śpiewanej przez chórek pod oknami Sary obaj panowie utrzymali się solidarnie w stylu świadomego pastiszu, jeśli nawet nie parodii Verbum nobile Moniuszki. Chórek Krzewińskiego rozpoczyna swą partię
słowami „Piękna, miła, cna panienko,
Przychodzimy pod okienko
Powinszować ci wygranej,
Ach panience ukochanej. [...]
Los ci sprzyja, szczęście mija,
Niech ci całe życie sprzyja...”
Szymanowski wpadł bezbłędnie w sielankowo-moniuszkowski ton, robiąc niedwuznaczną muzyczną aluzję do chórku Chęcińskiego-Moniuszki z pierwszej sceny (Introdukcja) Verbum nobile:
„Jak lilija, co rozwija z wiosną świeży kwiat,
Z łaską Bożą wzrosłaś hoża, obok naszych chat.
Gdy w pociechę ojców strzechę przyozdobił Pan,
Ich wesele szczęścia wiele daje także nam!”
Życzliwej drwiny nie uniknęła nawet technika wagnerowskich motywów przewodnich – komicznie sparodiowane, towarzyszą braciom Darly’emu i Charly’emu, a także Wesołym Wdowcom.

Trudno nie dostrzec w Loterii echo tymoszowieckich muzycznych żartów, może właśnie te zwariowane, groteskowe i nie zawsze logiczne pomysły Krzewińskiego – ów „boski idiotyzm” operetki – tak skutecznie pobudził wyobraźnię muzyczną Szymanowskiego? Na pewno pobudził jego ciekawość gry formą, popchnęł na drogę bawienia się elementami groteski, dowcipu, pastiszu, parodii, staroświeckości z nowoczesnością. Gry, która ukazała instynkt teatralny Szymanowskiego, jego poczucie sceny. „Zabudował” ją żywą, nie konwencjonalną muzyką, zapełnił zręcznie scharakteryzowanymi muzycznie postaciami, wszystko zanurzył w nieokiełznanym żywiole tanecznego ruchu.

Muzyka ma wiele twarzy, jedna z nich jest rozbawiona, uśmiechnięta i wesoła, jeśli będziemy o tym pamiętać – Loteria będzie mogła rozpocząć swe szczęśliwe, „płoche” życie.

Szkielet fabularnej konstrukcji operetki stanowią teksty mówione, które łączą poszczególne sceny, spajając je w logiczną całość. Brak owych tekstów Juliana Krzewińskiego w Loterii powoduje konieczność nie tyle zrekonstruowania, co skonstruowania scenicznej wersji istniejącej partytury. Libretto zaproponowane przez Wojciecha Graniczewskiego jest jego autorską propozycją stworzoną na użytek pierwszego wykonania operetki, bazującą oczywiście na oryginalnym materiale słowno-muzycznym,

Teresa Chylińska

Rozmowa z realizatorami operetki Loteria na mężów: reżyserem Józefem Opalskim i autorem scenariusza Wojciechem Graniczewskim

- 5 listopada na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w wykonaniu Opery Krakowskiej zostanie zaprezentowana nigdy niewystawiana operetka Karola Szymanowskiego Loteria na mężów. Boi się Pan?

J.O.: - Oczywiście, że się boję. Przygotowywanie prapremiery jest ogromną odpowiedzialnością.

- Od tej prezentacji zależy dalszy los tego tworu.

J.O.: - To prawda. Jednak tylu problemów nie przypominam sobie przy żadnej mojej realizacji.

- Problemów?

J.O.: - Libretto operetki zaginęło, a partytura muzyczna nigdy nie została wydana. PWM na potrzeby tego spektaklu przygotowywał "na gwałt" materiały muzyczne, zaś Wojciech Graniczewski musiał stworzyć ze strzępów ciekawy tekst teatralny.

- Prapremiera wzbudza wiele ciekawości, bo wskrzesza Pan dzieło, które nie istniało w świadomości wielu osób. Fakt, że Szymanowski napisał operetkę jest zaskakujący.

J.O.: - Od czterech lat chodzę po polskich teatrach i proszę o zainteresowanie tym utworem. Jest dla mnie zadziwiające, że żaden teatr muzyczny w Polsce nie chciał wystawić prapremiery nieznanego utworu Karola Szymanowskiego. Nie rozumiem tego, gdyż muzyka operetki Szymanowskiego jest fenomenalna. Utwór został napisany z tak wielkim wyczuciem humoru i teatru, że w historii polskiej - powiedzmy - muzyki rozrywkowej nie ma żadnej konkurencji.

- Operetka ta została jednak potraktowana po macoszemu już przez kompozytora, który napisał ją pod pseudonimem i nie umieścił w spisie swoich dzieł.

J.O: - Wiemy, dlaczego tak się stało: napisał ją dla pieniędzy. Szymanowski miał wtedy 27 lat i chciał być szybko sławny i bogaty, a napisanie operetki, czyli Loterii, miało mu to zagwarantować. Tak się jednak nie stało z wielu powodów, m.in. Grzegorz Fitelberg, przyjaciel kompozytora, powtarzał mu stale "musisz być kompozytorem narodowym". Szymanowski jest wówczas już twórcą Uwertury koncertowej i I Sonaty fortepianowej"za chwilę skomponuje II Symfonię, więc idea wystawienia operetki jakoś się rozejdzie. Szkoda, bo jest to czarujący utwór, a opinie współczesnych o tej muzyce były entuzjastyczne. Dwa lata po śmierci Szymanowskiego, w 1939 roku, operetka miała być wykonana w Polskim Radiu. Niestety, do prezentacji nie doszło. Po wojnie w 1952 roku Grzegorz Fitelberg, który doskonale zdawał sobie sprawę z wartości tego utworu, nagrał trzy fragmenty Loterii w katowickim radiu.

- Czyli nie jest to utwór słusznie zapomniany?

J.O.: - Absolutnie nie. Ci, którzy przyjdą na premierę dostaną Karola Szymanowskiego, o jakim nawet nie marzyli.

- Na ile w operetce Szymanowski jest Szymanowskim?

J.O.: - Czasem słychać w muzyce charakterystyczne dla niego harmonie, ale generalnie muzyka będzie zaskoczeniem. Dawniej bawiłem się i puszczałem w domu Tadeuszowi Strugale czy Kazimierzowi Kordowi nagranie Fitelberga i pytałem, co to jest? A oni odpowiadali, że Lehar, Kalman, Strauss. Nie mogli uwierzyć, że to była muzyka Karola Szymanowskiego, tak wpadająca w ucho, tak dowcipna i melodyjna.
- Do naszych czasów zachowały się jedynie fragmenty muzyczne z podpisanym tekstem oraz krótkie półstronicowe streszczenie libretta.

J.O.: - Dlatego zbudowanie z tych informacji spektaklu teatralnego nie było łatwe. Najpierw usiłowaliśmy zrozumieć, o co libreciście chodziło. Jak wyglądała loteria na mężów w klubie wesołych wdowców i klubie starych panien, skąd nagle pojawia się Sherlock Holmes, albo druciarz, który na dodatek śpiewa altem. Wojtek Graniczewski dokonał cudu i zrobił z tego dobrą sztukę teatralną, w której wszystkie numery muzyczne otrzymały swoje miejsce.

- Zatem, na czym ten cud polegał?

W.G.: - Czy to był cud okaże się po premierze. Ze streszczenia wiedzieliśmy, że odbyła się loteria, a ze słów duetów - że tak jak w operetce bywa - ktoś się w kimś zakochał. Nie wiedzieliśmy natomiast, kto na loterii jest losowany i kto ma, kogo dostać za męża.

- Co Pan zatem zrobił?

W.G.: - Postanowiłem napisać nowy tekst i zrobić teatr w teatrze. Zwłaszcza że obiekt satyry, czyli matrymonium - zjawisko układania małżeństw - już nie istnieje i nikogo nie bawi. Stare panny także już nie istnieją, a z tamtych lat zostały nam jeszcze dowcipy o teściowej, które padają i w Loterii. Doszedłem do wniosku, że gdyby loteria miała miejsce na początku XX wieku, to jej skutkiem odczuwalnym do dziś byłoby potomstwo. Dlatego przedstawienie jest wielowarstwowe i ma swój współczesny plan wraz z postaciami będącymi spadkobiercami wuja Charliego, głównego bohatera loterii.

- Od czego zacznie się akcja?

W.G.: - Od sceny, w której Notariuszka odczytuje testament ekscentrycznego wuja jego trzem spadkobierczyniom. Okazuje się, że cały majątek otrzymały dwie tajemnicze organizacje dobroczynne, a krewniaczki mogą odziedziczyć tylko to, co są w stanie wynieść ze strychu jego domu na swoich plecach. Dziewczyny odnajdują tam różne przedmioty i dokumenty oraz odgadują fakty z życia tajemniczego wuja, czym wywołują duchy z operetki Szymanowskiego. I wtedy pojawiają się muzyczne fragmenty, które ocalały.

- A kto urządził loterię?

W.G.: - Ojciec pierwszego wylosowanego amanta, po to, by jego syn został małżeństwem usidlony i pozbawiony możliwości hulaszczego trybu życia. Okazuje się jednak, że wylosowany do małżeństwa amant był związany z inną kobietą, która tak naprawdę kocha jeszcze innego.

- Trochę pogubiłam się w tym, kto kogo kocha.

J.O.: - Dlatego do rozwikłania tych intryg potrzebny jest Sherlock Holmes, który pod koniec przychodzi i wszystko wyjaśnia.

- Co było najtrudniejsze w przygotowywaniu tego utworu?

J.O.: - Wpisanie w teatralną akcję zachowanych fragmentów muzycznych. Muzyki jest na szczęście dużo - prawie 70 minut. Jednak wersja tekstu mówionego, nad którym obecnie pracujemy, jest wersją bodaj już dziewiątą. Aby numery muzyczne wpleść w akcję, mój "scenarzysta" męczył się jak potępieniec.

W.G.: - Nie wolno nam było się rozbuchać w wymyślaniu historii. Trzeba było zachować pokorę. Pamiętać, że najważniejsze jest, aby pokazać Szymanowskiego. I moje zabiegi teatralne służą tylko temu celowi.
J.O.: - Trzeba było także uważać na język, jakim się pisze fragmenty pomiędzy zachowanymi częściami. W niektórych momentach Wojtek musiał stylizować.

W.G.: - A nawet czasem i rymować.

- Jaki jest język zachowanych fragmentów Loterii na mężów?

W.G.: - Typowy język z początku wieku, podobny do tego używanego w kabarecie "Zielony Balonik".

J.O.: - W tekście pojawiają się cytaty z Tetmajera, a w muzyce z Moniuszki. Widać, że i Szymanowski, i twórca libretta Julian Krzewiński-Maszyński, artysta operetki lwowskiej, wzięty autor wielu librett komicznych i operetkowych, bawili się przy jej pisaniu.

W.G.: - Operetka tak naprawdę była przecież popkulturą tamtych czasów.

- Szymanowskiemu jednak kiepsko szło pisanie Loterii na mężów. "(...) Operetka, jak jakie czarne fatum wisi nade mną, ale postanowiłem zacisnąwszy zęby skończyć ją przed Warszawą i mało mi bardzo brakuje" - pisał kompozytor w liście do Grzegorza Fitelberga.

W.G.:- W operetce widać, że Szymanowski lubił się bawić. Pojawiają się kuplety z domowych wieczorków tańcujących. Można też znaleźć nawiązania do mód tamtego czasu. Np. fascynacja Ameryką...

J.O.: - ...dlatego pojawiają się nawet Indianie czy Murzyni. Albo nasi bohaterowie tańczą macziczę.

- A co to jest maczicza?

J.O.: - Też nie wiedziałem. Ale Teresa Chylińska, wielka znawczyni Szymanowskiego, znalazła, że jest to rodzaj lubieżnej samby z początku wieku XX. W operetce jest mowa także o technicznych nowościach, jak chociażby winda. Padają także odpowiedzi na pytania, np. co znaczył wtedy, sto lat temu, nowoczesny kostium, nowoczesna moralność.

W.G.: - Operetka pokazuje bunt przeciwko ustawianym małżeństwom, przeciwko dulszczyźnie, filistrom. Ale te wszystkie problemy pokazane są z wielkim humorem, dystansem i życzliwością. Poznajemy w zabawie rodzący się wiek XX, mimo że tak naprawdę nasz spektakl będzie przewodnikiem po tym, czym i jak bawili się nasi dziadkowie lub pradziadkowie.

- Czego można Panom życzyć przed prapremierą?

J.O.: - Bardzo bym chciał, aby publiczność bawiła się dobrze i wychodząc nuciła muzykę Szymanowskiego. I aby w repertuarze Opery Krakowskiej zaistniało coś wreszcie innego. Udało mi się moim entuzjazmem zarazić moich najbliższych współpracowników, Agatę Dudę-Gracz (kostiumy i scenografia) i państwa Badurków (choreografia) i mam nadzieję, że nasz entuzjazm podzieli także publiczność.

W.G.: - Bardzo by mi zależało, aby w trakcie tego spektaklu, śledząc sagę matrymonialną, publiczność dała się uwieść muzyce Szymanowskiego. Robimy ten spektakl po to, aby zaistniał nowy fragment ducha Szymanowskiego, pełen finezyjnego humoru, stylistycznych fanaberii, ale także refleksji i zadumy.

- I tego życzę.

Rozmawiała:
AGNIESZKA MALATYŃSKA-STANKIEWICZ
Dziennik Polski,  7.11.03