A A A
normalny kontrast | duży kontrast
Cyganeria

Terminy

30.04.2020
godzina: 18:30
scena: Duża Scena
czas trwania: 2 godz. 50 min
ilość przerw: 2

Obecnie brak wolnych miejsc.

Cyganeria

Kompozytor: Giacomo Puccini

Sceny liryczne w czterech obrazach (aktach)
Libretto: Luigi Illica i Giuseppe Giacosa na podstawie powieści Henri Murgera „Sceny z życia cyganerii”

Oryginalna włoska wersja językowa z polskimi napisami

Prapremiera: Turyn, Teatro Regio, 1.02.1896
Premiera polska: Warszawa, 1898

Premiera w Operze Krakowskiej (obecnej inscenizacji): 25.09.2015


Realizatorzy:

Reżyseria: Laco Adamik
Kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk
Scenografia i kostiumy: Barbara Kędzierska
Przygotowanie chóru: Zygmunt Magiera
Reżyseria światła: Bogumił Palewicz
Przygotowanie chóru dziecięcego: Marek Kluza

Asystentki reżysera: Agnieszka Sztencel, Bożena Walczyk-Skrzypczak
Asystent kierownika muzycznego: Paweł Szczepański
Asystentka scenografa i kostiumografa: Izabela Firek
Asystentka kierownika chóru: Joanna Wójtowicz
Inspicjentki: Justyna Jarocka-Lejzak, Magdalena Wąsowska
Suflerzy: Krystyna Behounek, Dorota Sawka
Korepetytorzy solistów: Kristina Kutnik, Olga Tsymbaluk, Grzegorz Brajner
Akompaniatorka chóru: Wioletta Fluda
Tłumaczenie teksu na tablicę świetlną: Dorota Sawka


Obsada:

SOLIŚCI, ORKIESTRA, CHÓR I CHÓR DZIECIĘCY OPERY KRAKOWSKIEJ

„...świeżość, młodość, namiętność, wesołość, łzy wylane w milczeniu, miłość, która daje radość i każe cierpieć.” – pisał Puccini o temacie idealnym dla opery, który znalazł w powieści Murgera „Sceny z życia cyganerii”, bliskiej mu przez doświadczenia kilku własnych studencko-artystycznych lat w mediolańskim konserwatorium. Wytrawny duet: Giacosa i Illica wyczarował z tego materiału, nie bez ingerencji samego kompozytora, znakomite libretto. Ten zaś narzucił opowieści o życiu paryskiej bohemy doskonale przylegającą do sytuacji melodyjną frazę, wykazując się mistrzostwem w budowaniu nastroju, budzeniu tęsknot, wzruszaniu. Mieszkańcy ubogiej mansardy porzucą wkrótce artystowskie przestrzenie, wkroczą w życie, gdzie rządzą inne prawa. Na razie jednak przeżywają pierwszą miłość, pierwsze związane z nią komplikacje i pierwsze w ich życiu nieszczęście - śmierć, która zapowiada koniec pięknej zabawy, koniec beztroski, pożegnanie z młodością. Ale o tym jeszcze nie rozmyślajmy, o tym zapomnijmy poddając się radosnemu nastrojowi walca Musetty,  albo słuchając wabienia głównej bohaterki „Si, mi chiamano Mimi” (Tak, nazywają mnie Mimi”) i śmiałego uwodzenia Rodolfa „Che gelida manina” („Ta rączka taka zimna”). Tak będzie lepiej. 


Reportaż z przygotowań do premiery spektaklu - zobacz 


Artykuły:

AKT l

W mansardzie nad ośnieżonymi dachami Paryża Marcello próbuje malować „Przejście przez Morze Czerwone”, a jego przyjaciel Rodolfo udaje, że pracuje nad swoją tragedią w 5 aktach wierszem, choć w rzeczywistości rozmyśla o niczym, gapiąc się przez okno („Questo Mar Rosso”). Cóż warta sztuka, gdy człowiek szczęka zębami! Nie chcąc poświęcić bezcennego krzesła, Rodolfo pali w kominku swoim rękopisem. Przyjaciel Colline, filozof, powraca ze złą wieścią: w lombardzie nie przyjęto jego książek... Zmarznięty Colline siada przy kominku, ale poezja pali się szybko i słabo grzeje... Aż tu nagle drzwi się otwierają i wchodzą dwaj subiekci, niosąc jedzenie, picie, cygara i drewno na podpałkę. To czwarty przyjaciel, muzyk Schaunard, załatwił sobie świetną pracę u pewnego angielskiego lorda: miał grać dla jego papugi, aż bestia zdechnie. Po trzech dniach bezskutecznych wysiłków Schaunard otruł ptaszysko i zgarnął honorarium. Teraz zaś hamuje zapały żarłocznych przyjaciół: w Wigilię pija się w domu, ale na kolację jazda do restauracji! Już mają wyjść, gdy rozlega się pukanie do drzwi. Fatalna wizyta! To pan Benoit, kamienicznik, przyszedł upomnieć się o spóźniony czynsz. Chłopcy częstują go winem, bałamucą konwersacją („Dica, quant’ anni ha”), gdy zaś podchmielony Benoit poczyna bełkotać świństewka na temat własnej żony, udają oburzenie i wyrzucają go za drzwi. Marcello, Colline i Schaunard śpieszą do kawiarni Momus, zostawiając Rodolfa nad pilnym artykułem do ukończenia. Pracę przerywa mu kolejne pukanie do drzwi, tym razem to jednak przyjemniejsza wizyta. Przyszła śliczna sąsiadka, gryzetka, której zgasła świeczka, do tego zaś mała wyraźnie źle się czuje. Rodolfo podsuwa jej krzesło i szklankę wina, gdy zaś kryzys minął, a świeczka znów się pali, dziewczyna chce wyjść - tyle, że gdzieś zawieruszyła klucz do swego pokoiku („Oh! sventata! Sventata!”). Nagły przeciąg gasi obie świece, a choć w ciemności Rodolfo natychmiast  znajduje klucz na podłodze, ani myśli go oddać bez godziwej zapłaty. Udając, że wciąż szuka, muska niby to przypadkiem rączkę sąsiadki („Che gelida manina”), a korzystając z okazji, przedstawia się oficjalnie: jest poetą, marzycielem, a w duchu milionerem. Ona odpowiada mu w podobnym tonie („Mi chiamano Mimi”). Ma na imię Mimi, mieszka sama w swoim pokoju, gdzie robi papierowe kwiaty. Na razie więcej wiedzieć nie potrzeba, gdy zaś z klatki schodowej dochodzą głosy zniecierpliwionych przyjaciół, Mimi i Rodolfo postanawiają wyjść do nich razem, z jednym słowem na ustach: miłość!


AKT II

W Dzielnicy Łacińskiej, przy kawiarni Momus, kłębi się świąteczny tłum („Aranci, datteri!”). Marcel, Schaunard i Colline siadają przy stoliku na tarasie, Rodolfo kupuje zaś Mimi śliczny czepeczek, po czym przedstawia nową znajomą przyjaciołom: on jest poetą, ona to czysta poezja, zatem stanowią dobraną parę. Przechodzi sprzedawca zabawek Parpignol, budząc szaleństwo dzieciarni i panikę wśród rodziców („Parpignol!”). Idylla Mimi i Rodolfa popsuła humor Marcellowi, któremu wciąż jeszcze ciąży na sercu pewien przerwany romans... Dziwnym zrządzeniem losu, w kawiarni pojawia się właśnie jego fatalna heroina, panna Musetta, wlokąc za sobą jak pieska leciwego Alcindora. Jak pieska, lub raczej jak wielbłąda, ramol obładowany jest bowiem prezentami kupionymi w zachwycie dla swej bogini. Spostrzegłszy Marcella, Musetta wybiera sąsiedni stolik, po czym udając, że go nie widzi, rozwija cały arsenał wyzywających póz, śpiewając zmysłowego walca („Quando me’n vo”). Marcello zgrzyta zębami w milczeniu, Mimi zaś szybko zorientowała się, że tych dwoje kocha się do szaleństwa. Nie wiedząc już co wymyślić, by zwrócić na siebie uwagę obojętnego kochanka, Musetta udaje, że but ją ciśnie aż do bólu, wysyła zatem Alcindora po nową parę. Gdy tylko stary nudziarz zniknął za rogiem, zdradziecka syrena rzuca się w ramiona Marcella. Korzystając z wojskowej defilady, całe towarzystwo miesza się z tłumem, zostawiając rachunek zrozpaczonemu Alcindorowi.


AKT III

O poranku, przy Piekielnej Rogatce pod Paryżem. Z pobliskiego kabaretu dochodzi śpiew Musetty, strażnicy przepuszczają poranne oddziały śmieciarzy, mleczarzy i wieśniaków w drodze na targ, pojawia się też Mimi w poszukiwaniu Marcella. Malarz wita ją ze zdumieniem, informując, że Rodolfo też jest tutaj. Na dźwięk jego imienia Mimi wybucha płaczem: nie mogąc znieść brutalnej zazdrości ukochanego, uciekła w nocy z miłosnego gniazdka. Na widok Rodolfa, przestraszona Mimi szuka kryjówki, dzięki czemu słyszy, jak ukochany oskarża ją przed przyjacielem o niewierność („Mimi è una civetta”), gdy jednak Marcello reaguje z niedowierzaniem, Rodolfo wyznaje całą prawdę: stan zdrowia Mimi pogarsza się z każdym dniem, a myśl o jej utracie jest dlań nie do zniesienia. Co więcej, sobie przypisuje całą odpowiedzialność za sytuację, skoro nie jest w stanie zapewnić jej dostatniego życia. Nagły szloch i atak kaszlu zdradzają obecność Mimi, gdy jednak z kabaretu dochodzi radosny śmiech Musetty, oszalały z zazdrości Marcello rzuca się do walki o swoją własność, pozostawiając nieszczęsnych kochanków sam na sam. Mimi postanowiła wrócić do swego samotnego pokoiku („D’onde lieta usci”), Rodolfo nakłania ją jednak, by została z nim do wiosny. Podczas gdy Mimi i Rodolfo wymieniają ostatnie, czułe słowa, Musetta i Marcello kłócą się zajadle (kwartet: „Dunque è proprio finita”).


AKT IV

Powracamy do mansardy z I aktu. Marcello zerwał znowu z Musettą, którą Rodolfo widział właśnie na mieście, w pięknym powozie. Marcello zapewnia ze swej strony, że na ulicy mignęła mu Mimi. Jakże tu pracować, gdy prześladują ich takie wspomnienia („O Mimi, tu più non torni”). Schaunard i Colline wnoszą królewską ucztę: chleb i śledź. By oszukać głód i ból serca, chłopcy poczynają szaleć, tańczyć i śpiewać - cóż z tego, skoro bolesna prawda wciąż kąsa, a już po chwili puka gwałtownie do drzwi. To Musetta, która zostawiła Mimi na dole, biedactwo nie ma bowiem siły wspiąć się na ostatnie piętro. Znalazła ją na ulicy, wyczerpaną i półprzytomną. Mimi porzuciła małego wicehrabiego, który ją utrzymywał, teraz zaś pragnie już tylko jednego: umrzeć w ramionach Rodolfa. Ręce tak jej zmarzły, że marzy o mufce. Musetta podaje Marcellowi swoje kolczyki, by sprowadził lekarza, Collina zaś nachodzi nagle genialna myśl: zastawi w lombardzie swój stary płaszcz, by dać Mimi wymarzony prezent („Vecchia zimarra”). Mimi i Rodolfo zostają sami („Sono andati?”). Po raz ostatni wymieniają wyznania i urocze wspomnienia. Schaunard powraca w chwili, gdy Mimi, powalona nagłym atakiem kaszlu, pada na poduszki. Marcello przynosi lekarstwo, obiecując rychłą wizytę lekarza. Powraca też Musetta z mufką, w której Mimi chowa swe zmarznięte ręce i zasypia spokojnie. Musetta pada na kolana i modli się („Madonna benedetta”). Zdjęty nagłym podejrzeniem Schaunard pochyla się nad uśpioną i szybko ostrzega Marcella: już po wszystkim. Powraca Colline z pieniędzmi dla Musetty. Dopiero wówczas Rodolfo, spojrzawszy w zamglone oczy Marcella, rozumie wreszcie co się stało. Z rozdzierającym krzykiem rzuca się na ciało Mimi.


Piotr Kamiński, „Tysiąc i jedna opera”, PWM, 2008

Powstał spektakl spójny i konsekwentny, co w operze nie jest łatwe, wizualnie ładny, muzycznie przygotowany bez zarzutu. Co ważne, Opera przygotowała dwie równorzędne obsady, bezbłędne w każdej, nawet najmniejszej roli. Tomasz Kuk i Andrzej Lampert jako Rodolfo, Iwona Socha i Marcelina Beucher w partii Mimi, Katarzyna Oleś-Blacha i Ilona Krzywicka – Musetta, Mariusz Godlewski – Marcello (śpiewającego także tę partię Adama Szerszenia niestety nie udało mi się usłyszeć), Tomasz Rudnicki i Tomasz Kutnik – Schaunard, Wołodymyr Pankiw i Patryk Rymanowski – Colline, Jacek Ozimkowski i Andrzej Biegun – Benoit i Alcindoro, Franciszek Makuch i Janusz Dębowski – Parpignol, wszyscy oni stworzyli prawdziwy, wzruszający muzyczny teatr. Kreacje Iwony Sochy i obydwu odtwórców roli Rodolfa byłyby ozdobą wielkich scen operowych świata. Wśród wymienionych kilkoro młodych artystów (Beucher, Krzywicka, Rudnicki, Rymanowski) chyba po raz pierwszy w spektaklu premierowym przedstawiło się krakowskiej publiczności i to z jak najlepszej strony. (...) Premiera „Cyganerii” dowiodła dobrego poziomu zespołów Opery Krakowskiej. Szczególnie cieszy zestaw solistów skupionych wokół krakowskiej sceny, pracowników etatowych i współpracowników Opery.

Anna Woźniakowska, „Kraków”, 13.11.2015


(...) W omawianym spektaklu na czoło wykonawców wysuwa się Iwona Socha debiutująca w tej roli. Głos jej ujmuje przede wszystkim bogactwem, szlachetnością i czystością brzmienia. Jego ciepła, indywidualna barwa wzrusza liryzmem i naturalnością. Zalety te artystka ujawnia również w grze aktorskiej. Jest romantyczną postacią, bardzo autentyczną, kruchą i delikatną. Po prostu kocha, cierpi i umiera. Partia Mimi mieści się w pucciniowskiej rodzinie tzw. „małych zakochanych kobiet”, którą wypełniają także Butterfly i Liu. Aktorsko Iwona Socha jest też przekonująca. W roli Rudolfa partneruje jej Tomasz Kuk. Dla niego partia ta nie jest nowością, śpiewał ją także w już w trzeciej inscenizacji, w 2000 roku. Ale jakże inaczej, bowiem od tego czasu głos jego stał się dojrzały, nieco „cięższy” w brzmieniu, ale wciąż bardzo piękny, szczególnie w górze skali, całkowicie rozpoznawalny dzięki indywidualnej barwie. Jego interpretacja partii Rudolfa była wyjątkowo dramatyczna. Mariusz Godlewski (Marcello) jak zwykle bezbłędny, Katarzyna Oleś-Blacha (Musetta) znakomicie zaśpiewała swego walca. Do wymienionych wykonawców dołączyli pozostali: Wołodymyr Pankiv (wzruszył słynną arią „Do płaszcza”), młody bas-baryton z Wrocławia Tomasz Rudnicki o miłym głosie, Jacek Ozimkowski (Alcindoro). Andrzej Biegun jako Benoit stworzył w tej wybitnie epizodycznej postaci całkowicie przekonującą scenkę dramatyczną. Doskonale zabrzmiały chóry (operowy i dziecięcy). Laco Adamik (reżyser) i Barbara Kędzierska (scenografia i kostiumy) przenieśli akcję opery całkiem świadomie na przełom XIX i XX wieku. A całą konstrukcję reżyserską i scenograficzną tej realizacji utrzymali w tradycyjnej, konwencjonalnej, jednoznacznej treści. Muzyka „Cyganerii” tworzy specyficzny klimat. Dyrygent i równocześnie kierownik muzyczny inscenizacji, Tomasz Tokarczyk, dbał o niego konsekwentnie budując muzyczne wizerunki postaci, a także wydobywał szczegóły i niuanse muzyki przechodząc od beztroskiej radości do przejmującego dramatyzmu. To przedstawienie trzeba oglądnąć.

Jacek Chodorowski, portal Maestro, 8.10.2015


Dzieło Pucciniego to więcej niż muzyczny wyciskacz łez – zostało świetnie dopracowane przez Laco Adamika. Każdy wykonawca wie, co ma robić w danej chwili, nie wykonuje żadnych niepotrzebnych i niezrozumiałych gestów. Drogi widzu, idź i oglądaj ten spektakl. I nie wstydź się łez. Bo one są najlepszym dowodem, że krakowska „Cyganeria” to sztuka przez duże S.

Paweł Dybicz, „Przegląd”, 5.10.2015


Laco Adamik umiejętnie rozłożył akcenty w tej epickiej opowieści: sceny kameralne pełne są intymności i poezji, ansamble – pełne ruchu, gwaru i radości życia. Szczególnie efektownie wypadają sceny z polifoniczną, wielkowątkową narracją – jak choćby te przeciwstawiające sobie romantyczną miłość Rodolfa i Mimi oraz frywolną i zadziorną relację między Marcellem i Musettą. (...) Iwona Socha jest moją drugą, obok Lamperta, faworytką: jej kreacja dowiodła, że to śpiewaczka ze świetnym warsztatem, wrażliwa i w pełni dojrzała. (...) Jej Musetta [Ilona Krzywicka] nie tylko dobrze śpiewa, lecz także efektownie kokietuje – bardzo przekonująco wypadła też finałowa przemiana bohaterki z trzpiotki w troskliwą opiekiunkę. Nieco łagodniejszy ton nadała tej postaci Katarzyna Oleś-Blacha, której umiejętności głosowe niezmiennie imponują. Na wyróżnienie zasługują z pewnością odtwórcy roli Marcella: Mariusz Godlewski i Adam Szerszeń, od września etatowy solista krakowskiej sceny. (...) Dyrygujący zespołem Tomasz Tokarczyk świetnie poradził sobie z chimeryczną partyturą: ustępy liryczno-dramatyczne brzmiały szeroko i żarliwie, scherzowe – lekko i precyzyjnie rytmicznie. Chóry, zwłaszcza dziecięcy (przygotowany przez Marka Kluzę), współtworzył koloryt spektaklu. Koloryt szarości z domalowanym różem – czy to nie sedno naszej egzystencji?

Monika Partyk, „Ruch Muzyczny”, 1.10.2015


Adamik postanowił przenieść akcję nieco później, z pierwszej połowy XIX wieku w czasy belle époque, kiedy to Puccini tworzył swoje ponadczasowe dzieło. M.in. dlatego pisarz Rodolfo pisze swoją sztukę na maszynie, a stroje stworzone przez Barbarę Kędzierską są zgodne z duchem fin de siècle’u. (…) Z czterech aktów najciekawiej wypadł akt II, dziejący się w kawiarni w Dzielnicy Łacińskiej. Dzięki dynamicznemu tłumowi, który kotłował się przy schodach, udało się oddać klimat gwarnej paryskiej ulicy. Reżyser umiejętnie wykorzystał też chór dziecięcy, który wniósł w tę część dodatkowy koloryt. (...) Wiarygodna w swym tragizmie była za to Iwona Socha (…). Jasnymi punktami obsady byli także Mariusz Godlewski jako malarz Marcello, Tomasz Rudnicki jako muzyk Schaunard, a także Katarzyna Oleś-Blacha w roli Musetty, brylującej w akcie II. Swoją „Cyganerią” Adamik pokazał, że z dużym szacunkiem odnosi się zarówno do samej materii muzycznej, jak i śpiewaków na scenie. W efekcie otrzymaliśmy klasyczną inscenizację, w której mocną stroną są scenografia i kostiumy – spójne, bo utrzymane w różnych odcieniach szarości (…).

Mateusz Borkowski, „Dziennik Polski”, 28.09.2015


Iwona Socha w roli Mimi była absolutnie perfekcyjna! Piękne prowadzenie fraz muzycznych podparte solidnym dramatyzmem postaci świadczy o głębokiej dojrzałości Artystki do wykonywania tej partii. Andrzej Lampert jako Rodolfo podbił serca publiczności. Już w pierwszym akcie, w arii „Che gelida manina” wyśpiewał sobie czołową pozycję nie tylko w krakowskiej „Cyganerii”. Emocjonalny i żywiołowy, perfekcyjny w gestach, śpiewak prezentuje bardzo wysoki poziom wykonawczy. Świetną kreację stworzyła Katarzyna Oleś-Blacha jako Musetta – głosowo zaskakująco, nieco inne niż zazwyczaj prowadzenie głosu w połączeniu z dobrym warsztatem aktorskim dało bardzo udany efekt!  Jako Marcello Adam Szerszeń nadał swojej postaci wiele ciepła i naturalizmu. Michał Kutnik w roli Schaunard'a  wykazał się znakomitym warsztatem wokalno-dramatycznym – stworzył postać charakterystyczną, pełną autentyzmu. Colline w wykonaniu Wołodymyra Pankiva to ujmujący i szczery filozof, a Andrzej Biegun zarówno jako Benoit oraz Alcindoro ujął swoim vis comica. Ci własnie artyści, z których niektórzy tylko stanowili obsadę premierową stanowią bardzo solidną pod każdym względem bazę wykonawczą krakowskiej „Cyganerii”. Wyrazy dużego uznania należą się innemu wykonawcy roli Rodolfo Tomaszowi Kukowi, który wokalnie ujął subtelnością dźwięków i emocjami, dzięki którym jego postać wzrusza. Spektakl jest wielkim sukcesem Opery Krakowskiej. Liryczno-dramatyczna opowieść o czwórce przyjaciół i ich egzystencjalnych problemach jest bliska każdemu pokoleniu i ma ponadczasowy wydźwięk. Okraszona muzyką jednego z największych kompozytorów literatury operowej nabiera odpowiedniego klimatu. Inscenizacja jest znakomita i świetnie oddaje atmosferę nie tylko ówczesnego Paryża, ale także kreśli sylwetki poszczególnych bohaterów, z których każdy jest mocno i charakterystycznie zarysowany. To przedstawienie o każdym... i dla każdego. Realizatorom składam gratulacje, ale także podziękowanie za kolejną perełkę w repertuarze naszej Opery.

Anna Kańska-Małachowska, malanart.blogspot.com, 27.09.2015