A A A
normalny kontrast | duży kontrast
Carmen

Terminy

29.05.2020
godzina: 18:30
scena: Duża Scena
czas trwania: 3 godz. 20 min
ilość przerw: 2

Obecnie brak wolnych miejsc.

31.05.2020
godzina: 18:30
scena: Duża Scena
czas trwania: 3 godz. 20 min
ilość przerw: 2

Obecnie brak wolnych miejsc.

Carmen

Kompozytor: Georges Bizet

Opera w 4 aktach
Libretto: Henry Meilhac i Ludovic Halévy wg noweli Prospera Meriméego

Prapremiera: Opéra-Comique, Paryż, 3.03.1875
Premiera polska: Teatr Wielki, Warszawa, 5.07.1882

Premiera w Operze Krakowskiej (obecnej inscenizacji): 5.03.2010
Oryginalna francuska wersja językowa z polskimi napisami


Realizatorzy:

Inscenizacja i reżyseria: Laco Adamik
Współpraca reżyserska: Nono Dragović
Kierownictwo muzyczne: Tadeusz Kozłowski 
Scenografia i kostiumy: Barbara Kędzierska 
Choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć
Przygotowanie Chóru: Marek Kluza
Reżyseria świateł: Bogumił Palewicz

Asystent kierownika muzycznego: Patrycja Pieczara
Dyrygenci: Tadeusz Kozłowski, Maciej Figas
Asystentka reżysera: Bożena Walczyk-Skrzypczak
Asystentka scenografa: Izabela Firek


Obsada:

SOLIŚCI, ORKIESTRA, CHÓR, CHÓR DZIECIĘCY oraz BALET OPERY KRAKOWSKIEJ

W pierwszej wersji „Carmen”, ujęta była w formę zbliżoną do opery komicznej, gdzie fragmenty śpiewane przeplatały się z partiami mówionymi. Fakt ten, według ówczesnego zwyczaju, zamykał jej drogę na scenę Wielkiej Opery paryskiej, premiera musiała się więc odbyć w Operze Komicznej. Uczęszczająca tam publiczność gustowała raczej w lekkich, zabawnych komediach muzycznych i nie w smak jej było tragiczne zakończenie dzieła Bizeta - oto jeden z powodów chłodnego przyjęcia „Carmen”. Ważniejszą jednak przyczyną niechętnego początkowo stosunku publiczności i krytyków było śmiałe nowatorstwo treści. Bizet przełamał bowiem niepisaną tradycję nakazującą czerpać tematy oper ze świata mitów i legend lub też z dawnych epok historycznych i z życia tzw. „wyższych sfer”. W miejsce konwencjonalnych, częstokroć pełnych sztucznego patosu postaci bohaterów wprowadził na sceną operową żywych, współczesnych ludzi - żołnierzy, przemytników i robotnice z fabryki cygar.

Żadna z oper nie może poszczycić się taką sławą. Od ponad 100 lat jest archetypem gatunku (P. Kamiński). Historia miłosna, w której zderza sie nie ujarzmione, uwodzicielskie kobiece piękno z męskim pożądaniem i namiętnością zmierzająca ku zatraceniu. Doskonała muzyka, feeryczna i mroczna zarazem, przepowiadająca śmierć od pierwszego aktu. Połączenie uniwersalnej prawdy o losie i przeznaczeniu z żywiołowością materii muzycznej sprawiają, że „Carmen” odbierana jest wciąż jako dzieło aktualne i porywa kolejne pokolenia miłośników opery.


Artykuły:

AKT I

W Sewilli, na placu przed fabryką tytoniu żołnierze z pobliskiego posterunku wojskowego przyglądają się przechodniom. Micaëla, młoda dziewczyna, pyta o brygadiera Don Joségo, swojego narzeczonego. Dowiedziawszy się od dowódcy straży Moralesa, że przybędzie on wraz ze zmianą warty, odchodzi, nie zważając na zaczepki żołnierzy. Dźwięk trąbki oznajmia zmianę warty – na placu pojawiają się porucznik Zuniga i Don José. Rozmawiają o urodzie kobiet pracujących w fabryce. Dzwonek fabryczny zapowiada przerwę w pracy – z bramy wysypuje się tłum robotnic, a wśród nich piękna Cyganka, Carmen. Otoczona zalotnikami pozostaje nieczuła wobec ich starań. Daje im własną wykładnię miłości (habanera „L’amour est un oiseau rebelle”). Jej uwagę zwraca Don José, pozostający na uboczu rozbawionego tłumu. Prowokująco rzuca mu kwiat w drodze powrotnej do fabryki. Na placu pojawia się ponownie Micaëla, niosąc Don Josému list od matki i przekazując mu matczyny pocałunek (duet „Parle-moi de ma mère”). Don José obiecuje poślubić Micaëlę. Tymczasem z fabryki dochodzą krzyki – to Carmen w kłótni zraniła nożem koleżankę. Co gorsza, drwi sobie z porucznika Zunigi, gdy ten próbuje wyjaśnić wydarzenie. Zuniga każe ją związać i pozostawia pod strażą Don Joségo. Ten daje się opętać Cygance (seguidilla „Près des remparts de Séville”) i wypuszcza ją na wolność.


AKT II

W gospodzie niejakiego Lillas Pastii Carmen, Frasquita, Mercedes i inne Cyganki tańczą dla żołnierzy i przemytników. Carmen dowiaduje się od porucznika Zunigi, będącego także pod wpływem jej wdzięków, że Don José, zdegradowany i uwięziony za jej uwolnienie, kończy właśnie karę. Tymczasem do gospody tryumfalnie przybywa Escamillo, opowiadając o pełnym blasku życiu torreadora (aria „Votre toast”). Carmen odpycha jego awanse. Nie przystaje także na propozycję wyprawy, którą przedstawiają przemytnicy Doncairo i Remendado. Ma nadzieję na spotkanie z Don José, który już się zbliża („Halte là! Qui va là!”). Obiecuje jednak kompanom, że wciągnie ukochanego w przemytniczy proceder. Jednak Don José stanowczo odmawia. Śpiew Carmen miesza się z odgłosem trąbki, wzywającej żołnierzy do koszar. Aby zatrzymać Don Joségo Carmen zarzuca mu, że jej nie kocha, on jako dowód swych uczuć pokazuje zasuszony kwiat (aria „La fleur que tu m’avais jetée”).W gospodzie pojawia się porucznik Zuniga. Jego zaloty do Carmen budzą zazdrość Don Joségo, który rzuca się na przełożonego, raz na zawsze przekreślając swoją karierę. Teraz musi dołączyć do przemytników i uciekać w góry.


AKT III

Przemytnicy rozbili w górach nocny obóz. Carmen wydaje się znudzona miłością Don Joségo, ale on nie wyobraża sobie życia bez niej. Frasquita i Mercedes stawiają kabałę, która wróży im szczęście, natomiast Carmen wyczytuje z układu kart śmierć (aria z kartami „En vain pour éviter”). Przemytnicy ruszają na wyprawę wraz z Cygankami, których zadaniem jest odciągnięcie uwagi celników. Tylko Don José pozostaje na straży obozu. Pojawia się Micaëla, szukająca narzeczonego („Je dis que rien ne m'épouvante”). Płoszy ją odgłos wystrzału. To Don José dał ognia, widząc nieznajomą postać. Okazuje się nią Escamillo, szukający pewnej Cyganki. Z rozmowy wynika, że obaj mężczyźni są rywalami. Dochodzi między nimi do walki. Nadchodzą Carmen i przemytnicy. Gwałtowną scenę między zazdrosnym Don José i Carmen przerywa pojawienie się Micaëli, która przynosi wiadomość, iż matka Don Joségo jest ciężko chora i pragnie zobaczyć syna przed śmiercią. Don José rusza wraz z Micaëlą w drogę, żegnany drwiącym śmiechem Carmen. W tle słychać piosenkę torreadora.


AKT IV

Plac przed areną w Sewilli wypełnia barwny tłum. Wszyscy witają Escamillo, któremu towarzyszy zakochana Carmen. Frasquita i Mercedes ostrzegają Carmen przed Don José, którego ktoś widział w okolicy. Cyganka lekceważy jednak ostrzeżenia. Na opustoszałym placu pojawia się nagle przed Carmen porzucony kochanek, błagając ją, by do niego wróciła (duet „C’est toi? C’est moi”). Carmen wyznaje, że kocha Escamilla, jest zniecierpliwiona, chce być świadkiem jego tryumfu w walce z bykiem. Gdy ryk trybun oznajmia śmiertelny cios torreadora, Don José przebija Carmen sztyletem, sam pogrążając się w rozpaczy.


opracowała Elżbieta Tosza

Małgorzata Walewska nie tylko idealnie śpiewała. Stworzyła porywającą postać kobiety absolutnie wolnej, idącej za głosem serca, nieznoszącej jakiegokolwiek przymusu, a przy tym prawdziwie czułej i kochającej. Często oglądamy Carmen dziką, zamaszystą, epatującą zewnętrznością. Coś z tego miała niegdyś i Małgorzata Walewska. Tym razem jednak budowała kreowaną postać delikatnymi środkami - spojrzeniem, ruchem głowy, drobnym, ale jakże przekonywającym gestem. Była kobietą-czarodziejką. Patrząc na nią, można było zrozumieć szaleństwo namiętności Don Josego.

Anna Woźniakowska, „Ruch Muzyczny”, 15.11.2012 r.


(...) Wszystko w spektaklu Laco Adamika jest czytelne, dobrze przeprowadzone. Na premierze wykonawcy należycie spełnili swe zadania aktorskie ciesząc jednocześnie uszy słuchaczy pięknym śpiewem. Dawno nie słyszałam na krakowskiej scenie operowej tak wyrównanego ensemblu odtwórców partii solowych. Pewna jestem po krakowskim debiucie, że Monika Ledzion będzie jedną z czołowych polskich odtwórczyń partii Carmen. Wzruszająca była Katarzyna Trylnik jako Micaela, doskonały wokalnie był Arnold Ruciński wcielający się w Don Josego.

Anna Woźniakowska, „Kraków” nr 4/04.2010, 6.05.2010 r.


Barbara Kędzierska (kostiumy, scenografia) zrezygnowała z tradycyjnych rozwiązań na rzecz metalicznej i industrialnej scenografii, co jest tutaj zdecydowanie zaletą. W większości aktów dzieli ona scenę na dwa wyraźne plany, co stworzyło możliwość ukazania widzom Hiszpanii dziewiętnastego wieku – tętniącej życiem i pełnej wewnętrznych sprzeczności. To tutaj bowiem mieszają się światy robotnic pracujących w fabryce cygar i hardych, acz nie pozbawionych głębszych uczuć, żołnierzy. Grzechem byłoby przemilczenie doborowej obsady spektaklu. W partii tytułowej występują solistki: Małgorzata Walewska, Monika Ledzion oraz Agnieszka Cząstka, a ich partnerami są takie sławy jak: Arnold Rutkowski, Tomasz Kuk, Vasyl Grokholskyi czy Martin Babjak. Przy takim doborze nazwisk naprawdę trudno się czegokolwiek przyczepić. Laco Adamik oparł się tendencji uwspółcześniania klasyki na siłę i wyszedł z tego starcia obronną ręką. Jego Carmen uwydatnia to, co najważniejsze – prawdziwą miłość, jej uniesienia i upadki. We współczesnym świecie ludziom brakuje romantyzmu, a spektakl ten dostarcza jego kompleksową dawkę. Jest to coś, co widz powinien wynosić z każdego teatru, opery czy filharmonii. Jak ciężko tego dokonać, wiedzą doskonale wszyscy reżyserzy, scenografowie i artyści. Dzieło Bizeta stało się tutaj lekiem na tęsknotę, którą skrywa wielu z nas. Tęsknotę za zmysłowym tangiem i taką miłością, która jest niesfornym ptakiem. O tym, że opera ta chwyta za serce, świadczyć mogą łzy, uronione przez niektóre kobiety w trakcie trwania spektaklu. I niech one pozostaną najgłębszą recenzją wystawioną „Carmen” w interpretacji Adamika.

Krzysztof Gudowski, Portal Kraków Culture Press, 15.03.2010 r.


Partię Don Josego, który wyznawał uczucia dwóm różnym Carmen, śpiewał tego wieczoru Arnold Rutkowski. Młody artysta obdarzony tenorem o niezwykłej barwie i brzmieniu, a przy tym prowadzący głos z dużą swobodą, zaśpiewał z młodzieńczą pasją i ogromną ekspresją. (…) Tadeusz Kozłowski, dla którego "Carmen" to niemal chleb powszedni, i tym razem dał popis precyzji w prowadzeniu ansambli i scen zbiorowych. Czarowna muzyka Bizeta pod jego batutą ujmowała melodyjnością, temperamentem i świetnie rozplanowaną dynamiką.

Adam Czopek, „Nasz Dziennik”, 10.03.2010 r.


Monika Ledzion (która miała wystąpić w sobotnim spektaklu) zaśpiewała znakomicie, była też piękna, uwodzicielska i niepokorna, jak to Carmen być powinna. (…) Godnym partnerem obydwu Carmen był Arnold Rutkowski jako Don Jose, śpiewak o głosie dużym, giętkim, pełnym emocji i szlachetnym w brzmieniu. Pięknie brzmiał jasny sopran Katarzyny Trylnik w partii Micaeli.

Joanna Targoń, „Gazeta Wyborcza”, 8.03.2010 r.


Duża w tym zasługa Moniki Ledzion, która przeżywając podwójny stres - nagłego zastępstwa i debiutu w głównej partii - w pełni jednak sprostała zadaniu. Dwa kolejne akty były prawdziwym triumfem młodej śpiewaczki tworzącej przekonywającą postać idącej za porywem serca, bezkompromisowej dziewczyny. W tym triumfie miała godnych partnerów. Doskonałą wokalnie i postaciowo Micaelą była obdarzona prawdziwie słodkim głosem Katarzyna Trylnik, po raz pierwszy występująca na krakowskiej scenie (co ciekawe, obie panie wyszły z klasy prof. Haliny Słonickiej, która była także maestrą Małgorzaty Walewskiej).

Anna Woźniakowska, „Dziennik Polski”, 8.03.2010 r.