A A A
normalny kontrast | duży kontrast
Kopciuszek

Terminy

Brak informacji o datach

Kopciuszek

Balet do muzyki Gioacchino Rossiniego
Premiera w Operze Krakowskiej: 30.04.2010


Realizatorzy:

Choreografia, inscenizacja i światło: Giorgio Madia
Kierownictwo muzyczne: Damiano Binetti
Scenografia i kostiumy: Cordelia Matthes
Przygotowanie Chóru: Piotr Boronowicz

Asystenci choreografa: Adriana Mortelliti, Elena Korpusenko
Asystent kierownika muzycznego: Sebastian Jan Perłowski
Kierownik baletu: Elena Korupsenko
Pedagog baletu: Victor Korpusenko
Akompaniator baletu: Inessa Kileyeva
Inspektor baletu: Violetta Maciejewska
Akompaniator – korepetytor solistów: Irena Celińska-Głodek
Inspicjenci: Anna Jaworska, Magdalena Wąsowska
Asystent – tłumacz: Natalia Sowula


Obsada:

BALET, SOLIŚCI, CHÓR, STUDIO BALETOWE I ORKIESTRA OPERY KRAKOWSKIEJ

Baletowa wersja znanej baśni o Kopciuszku, dwóch złośliwych siostrach i okrutnej macosze. Jej twórcą jest wybitny choreograf pochodzący z Mediolanu Giorgio Madia. Solista Baletu Béjarta i San Francisco Ballet dziś tworzy własne przedstawienia na scenach muzycznych Wiednia i Berlina. „Kopciuszek” w jego interpretacji został wzbogacony o nowe znaczenia przy zachowaniu uniwersalnego sensu przypowieści. Łączy w sobie subtelny liryzm z ironią i poczuciem humoru, wyróżnia się oryginalnym językiem choreografii, zaskakuje widowiskowością. Warstwę muzyczną spektaklu stanowią fragmenty utworów operowych i kameralnych G. Rossiniego. To wzruszające i pełne humoru przedstawienie adresowane jest zarówno dla młodych jak i dorosłych Widzów. Spektakl adresowany jest do Widzów od 12 lat. 


Reportaż z przygotowań do premiery spektaklu - zobacz


Artykuły:

(...) Historia, którą każdy z nas zna od dzieciństwa może, wbrew pozorom, zaskakiwać i przyciągać uwagę. Giorgio Madia dokonuje tego przy użyciu pastelowych kolorów (których nagromadzenie na metr kwadratowy jest porażające), niecodziennych pomysłów i mistrzowskiego doboru muzyki Rossiniego. Stroje są doskonałe, przypominają stylem lata 50 i sprawiają, że widz wyrywany jest z szarej rzeczywistości już w pierwszej sekundzie spektaklu. Na szczęście w całym tym barwnym zamieszaniu udało się uniknąć męczącego kiczu. Wszystko jest na swoim miejscu i ma swoje uzasadnienie. Cordelia Matthes – odpowiedzialna za scenografię i kostiumy – udowodniła, że jest artystką w każdym względzie, bowiem tylko nieliczni potrafią w swoim kunszcie balansować na granicy przesady i bawić się konwencjami. „Kopciuszek” zawiera tak ciekawe i nietypowe pomysły, że w którymś momencie zamiast skupiać się na pięknie tańca, zastanawiałem się przez 5 minut: „jak oni to zrobili?”. Kiedy miną pierwsze chwile, kiedy akcję się zwyczajnie obserwuje, nadchodzą kolejne: kiedy oczekuje się kolejnej niespodzianki. Ta sztuka chyba w każdym obudzi dziecko, które chce dostać lizaka. A potem jeszcze cukierka… A wisienką na torcie są artyści – tak bardzo naturalni i czujący swoje role, że gdybym nie widział męskich łydek, uznałbym że naprawdę są wrednymi siostrami i macochą, które ktoś sprowadził z jakiejś prowincji. Mam nadzieję, że dyrekcja podniosła im pensje za perfekcyjne chodzenie na obcasach? I chciałoby się rzec „Ach, co to był za bal!”. Atmosfera tak bardzo udzieliła się widowni, że w pewnym momencie ktoś zaczął klaskać w rytm muzyki. Nie bardzo wiadomo kto zainicjował ten proces, ale chyba wszyscy tylko na to czekali, bo nikt się nie ociągał z dołączeniem do rozentuzjazmowanej jednostki. A może to wpływ żwawej dyrygentury Damiana Binettiego, która jakimś cudem zaczęła działać w dwie strony – i na orkiestrę i na widownię? Co najciekawsze dzieci polubią „Kopciuszka”, ale to dorośli go pokochają. Ku mojemu zaskoczeniu, spektakl ten zawiera tak wiele smaczków zrozumiałych jedynie dla osób starszych, że mógłby funkcjonować z powodzeniem, jako produkcja dla dorosłych. To oni śmiali się najgłośniej, choć tutaj wypadałoby użyć bardziej kolokwialnego i mniej dystyngowanego stwierdzenia: parskali śmiechem. Giorgio Madia, Damiano Binetti, Cordellia Matthes i wszyscy tancerze, stworzyli spektakl idealny, istny cyrk na kółkach, zdecydowanie lepszy od wszystkich kabaretów razem wziętych. Dajcie dzieciom poczuć klimat opery, a sobie smak dzieciństwa.

Krzysztof Gudowski, portal Krakow Culture Press, 7.05.2010


Georgio Madia wraz z Cordelią Matthes – autorką ładnej, utrzymanej w pastelowych barwach scenografii i kostiumów – mieszając różne techniki taneczne stworzył spektakl żywy, dowcipny, czasem wręcz zaskakujący (rewelacyjna scena jazdy karocą na bal!), często na granicy farsy (nie przeszarżowanej), zawsze jednak interesujący nie tylko dla odbiorców, ale i samych wykonawców, którym niełatwe przecież zadania sceniczne sprawiały wyraźną radość. 

Anna Woźniakowska, „Dziennik Polski”, 5.05.2010


Akcja baśni została przeniesiona w lata 50. XX wieku. Podkreślają to efektowna scenografia i kostiumy zaprojektowane przez Niemkę Cordelię Matthes. Dzięki niej suknia Kopciuszka i stroje służących są identyczne jak wzorzysta tapeta złej macochy. Przedstawienie obfituje w zmieniające się formy, style i pomysły sceniczne. Od teatru cieni, przez scenę mieszczańską, po elementy kabaretu i komedii dell arte. Mamy też sporo gagów rodem z farsy. Groteskowości dodaje również obsadzenie mężczyzn w roli dwóch sióstr (Maksim Kileyeu i Adam Mośko) i macochy (Victor Korpusenko). Szczególne uznanie należy się temu ostatniemu tancerzowi za pełną gracji i komizmu kreację. Znakomicie wypadła scena tańca na balu, wykonana przez animowane przez tancerzy lalki. To bogactwo pomysłów, brawura i wdzięk sprawiają, że spektakl podoba się dzieciom, i dorosłym.

Katarzyna Fortuna, „Gazeta Krakowska”, 4.05.2010


(...) Kopciuszek to drobna, słodko uśmiechnięta dziewczyna (Mizuki Kurosawa) w sukience we wzór identyczny z wzorem pokrywającej ściany i meble tkaniny. Kostiumy dwóch lokai też powtarzają ten wzór – służba w domu macochy jest dla mieszkańców niezauważalna. Za to mieszkańcy, czyli Macocha i jej córki, są bardzo widoczni. (…) Bal jest słodki i pastelowy – białe draperie i kolorowe kostiumy, niebieski Książe i różowy Kopciuszek odnajdują się i zakochują – no i wszystko zakończy się dobrze. Jeszcze obejrzymy tańczące lalki, zmyślnie połączone w pary za pomocą kostiumowo-choreograficznego tricku. (…) Premierowy spektakl zakończył się owacją, a po wyjściu z opery liczne młode miłośniczki baletu w galowych sukienkach usiłowały odtwarzać oglądane przed chwilą sceny. Spektakl, reklamowany jako widowisko dla młodych i dorosłych widzów, trafił najbardziej do dziewczynek marzących o karierze baletnicy tańczącej w różowej sukience.

Joanna Targoń, „Gazeta Wyborcza”, 4.05.2010